SPOTS - pryszcze na celowniku!

Uprzykrza życie codziennie lub pojawia się przed imprezą, wizytą u fotografa czy też wtedy, gdy po prostu chcemy świetnie wyglądać. PRYSZCZ. Problemu nie zrozumie ten, kto miał szczęście urodzić się z nieskazitelną skórą. Jednak sporo osób boryka się w większym lub mniejszym stopniu z trądzikiem.
Wypróbowałam chyba tysiące specyfików - jedne nie są nic warte, inne zaś - godne polecenia.
Zdradzę Wam moje sposoby w walce z tym ... (nie znoszę słowa "SYF", ale akurat tu pasuje idealnie) syfem. 


Podstawowa zasada - oczyszczanie skóry, oczyszczanie skóry, oczyszczanie skóry... x100! Kilka razy dziennie. Zatkane pory, gromadzące się bakterie, nakładanie kolejnej warstwy pudru czy podkładu - tylko pogarszają sprawę. Nie chodzi mi tylko o oczyszczanie miejsc, gdzie tworzą się pryszcze (u mnie najczęściej na czole, nosie i brodzie). Mycie rąk to absolutna podstawa - tysiące razy dziennie dotykamy twarzy dłońmi, na których gromadzą się bakterie. Dlatego nie rozstaję się z żelami antybakteryjnymi do rąk. Są wygodne i naprawdę warto w nie zainwestować. Używam na uczelni, na spacerze, przed wykonaniem makijażu (wtedy oczyszczam żelem nawet niektóre miejsca na twarzy!)

Szczególnie polecam Clean Hands (ten drugi od lewej), ze względu na cenę i dodatek aloesu (nie wysusza skóry) - w drogerii Rossmann kosztuje 3-4 zł (dla porównania Carex około 10 zł, a ilość ta sama).

Moje odkrycie (także bez problemu można dostać w drogerii Rossmann) to cała seria SIARKOWA MOC (chyba stworzono ją dla mnie i mojej "MEGAwrażliwej" skóry). 


 
Co my tu mamy:

Zacznę od płynnego pomocnika z prawej - tonik antybakteryjny:
całkiem przyjemny, wydajny, w przystępnej cenie. Warto wypróbować. Kupuję jednak od czasu do czasu, bo większa miłością darzę toniki Garniera (ale o tym za chwilę:-). Po demakijażu (kiedy już płatek kosmetyczny jest czyściutki) oczyszczam tonikiem dokładnie jeszcze raz czy dwa skórę twarzy.
 
HIT! Serum punktowe- stosuję na noc. Kiedyś stosowałam zielony korektor antybakteryjny Vipera, ale co miesiąc drożeje i pryszcz szybko "przyzwyczaja się" doń, przez co kuracja jest po czasie nieskuteczna (i... brudzi pościel w nocy, gdy nasmarujecie twarz :-). Serum z BARWY (nazwa firmy) działa póki co niczym czarodziejska różdżka - smaruję "dziada" na noc i rano (cud!) budzę się bez pryszcza lub z o 3/4 mniejszą "gadziną". Spróbujcie koniecznie - może Wam także pomoże (nic nie tracicie - jakieś 11-12 zł).


KREMIK na dzień - lub moja BAZA POD MAKE UP: rewelacyjny dla mojej wrażliwej twarzy krem o lekkiej konsystencji, niezbyt tłusty, błyskawicznie się wchłania i (o dziwo- jak na antybakteryjny) przyjemnie pachnie. Na krem nakładam korektor i podkład, dzięki czemu nie zatykam porów bezpośrednio kosmetykami "pryszczotwórczymi". Nie wysusza skóry (mam bardzo suchą), fajnie nawilża i koi.

Maseczka: jest OK, bo siarka to jeden z największych sprzymierzeńców do walki z pryszczami (obok glinki i kwasu salicylowego). Wydajna i warta zakupu, ale zdecydowanym liderem maseczek przeciw trądzikowi pozostają dla mnie maseczki Dermo Minerały.


Kupuję hurtowe ilości, gdy pojawiają się w "Biedrze" (ostatnio coraz częściej, za co dziękuję!). Można je wtedy dostać za 3-4 zł, a jedno opakowanie - złożone teoretycznie z dwóch maseczek - wystarcza mi na jakieś 6 razy, mimo że smaruję nią całą twarz! Wystarczy odciąć róg opakowania we wskazanym miejscu, a potem zakleić szczelnie taśmą klejącą - pozostanie "świeża" i nie wyschnie do ponownego użycia za jakieś trzy dni. Genialnie zastyga zmieniając kolor z ciemno- na jasnozielony i ściąga skórę niczym lifting. W A R T O !


Moje ulubione peelingi z Garniera: są genialne dla mojej twarzy:

Ten po lewej z absorbującym węglem używam wieczorem pod prysznic, a ten po prawej rozświetlający stosuję jak tylko rano otworzę oczka. Ceny nie są wygórowane, a opakowanie jest bardzo wydajne. Zaopatruję się w nie szczególnie w NETTO, "Biedrze" i Lidlu (choć tam niestety króluje "Soray'a"). W Netto ostatnio ciągle je widzę (w Choszcznie i w Barlinku za 9,99 zł). 

Toniki Garniera są również skuteczne. Niestety zdaję sobie sprawę, że nieco drogie. Sprawdziłam, że punktowe stosowanie spirytusu salicylowego w małej dawce i ostrożnie za pomocą patyczka do uszów - daje podobne rezultaty, więc... jak nie ma pieniędzy, to można sobie darować i zainwestować lepiej w żel antybakteryjny i spirytus salicylowy (ok 2 zł).

To nowy nabytek z NETTO, jeszcze niewypróbowany, więc nie mogę jeszcze go ocenić. Żel czeka więc na swoją kolej :-)

Kolejna WAŻNA zasada: porządny DEMAKIJAŻ zawsze i wszędzie!
Nie wyobrażam sobie iść spać "wytapetowana". To zabójstwo dla skóry! Zamiast oszczędzać na płatkach kosmetycznych, które u mnie idą jak woda, wolę odmówić sobie nowych cieni do powiek. Kosmetyki do demakijażu są dla mnie priorytetem. Próbowałam wielu (największa porażka dla mej cery to seria Under Twenty czy jakoś tak-nie wiem, czy jeszcze to coś funkcjonuje), ale moja skóra kocha Garniera i nic nie poradzę. Nieźle spisują się też płyny micelarne Eveline - mogę polecić z czystym sumieniem. 
Garnier jednak u mnie w rankingu póki co prowadzi!



Wykonując demakijaż, radzę z własnego doświadczenia, aby zużyć tyle płatków kosmetycznych, póki ostatni po kontakcie z twarzą będzie całkowicie czysty, śnieżnobiały. Wtedy demakijaż można uznać dopiero za dobrze wykonany. 

Mam nadzieję, że może komuś pomogę w walce z "gadzinami" na twarzy. Całe szczęście nie mam wielkiego trądziku i współczuję osobom, które mają poważny problem w tej kwestii. Mi najbardziej pomogło wdrożenie zasad o demakijażu i odkrycie żeli antybakteryjnych oraz serum BARWY SIARKOWA MOC - odkąd spróbowałam, problem z pryszczami (odpukać!) jest nieporównywalnie mniejszy.

Spróbujcie, choć wiadomo, że każda skóra inaczej reaguje i jest odporna w różnym stopniu. Niemniej jednak, nie macie zbyt wiele do stracenia, a efekt może miło zaskoczyć.