Z głupotą nie wygrasz. Słów kilka o naszych największych "SOJUSZNIKACH"

Wystąpienie Jamesa B. Comeya w waszyngtońskim Muzeum Holokaustu to kwintesencja stosunku Amerykanów do naszego kraju. Przesadzam? Uogólniam? Być może, ale tak właśnie czuję. 

James B. Comey, dyrektor FBI, popisał się swoją historyczną (nie)wiedzą. Najpierw jego wypowiedź, potem mój komentarz.

"Chcę, żeby zrozumieli, że mimo przeprowadzenia rzezi przez chorych i złych ludzi, w ich ślady poszli też ludzie, którzy kochali swoje rodziny, dawali jałmużnę i chodzili do kościoła. Dobrzy ludzie pomogli mordować miliony i najstraszniejszą ze wszystkich lekcji jest ta pokazująca, że jesteśmy w stanie zrezygnować z indywidualnej moralności, poddając się władzy grupy, jesteśmy w stanie przekonać się do prawie wszystkiego."
- powiedział James B. Comey.

Następnie dodał:
"W ich mniemaniu, mordercy i ich wspólnicy z Niemiec, Polski, Węgier i wielu, wielu innych miejsc nie zrobili niczego złego, bo przekonali siebie do tego, że uczynili to, co było słuszne i od czego nie było ucieczki. To robią ludzie i to powinno nas naprawdę przerażać."
Całą wypowiedź Comey’a przedrukował oczywiście The Washington Post.

Co do wiedzy historycznej - nie mogę stwierdzić, że akurat Comey jej nie posiada. Dla osób interesujących się historią (szczególnie zainteresowanych okresem Holokaustu) wiadomą rzeczą jest, że Żydzi ginęli również z rąk Polaków - wiele publikacji na ten temat szacunkowo podaje nawet niechlubne statystyki mordów, które "nadal bywają tematem tabu" w Polsce. Nie oznacza to, że można Polaków zrównywać z tymi, którzy odpowiadają za Holokaust w ogóle. Problemem nie jest stan (nie)wiedzy szefa FBI, a jego IGNORANCJA. Może i coś tam wie, ale nie na tyle, by logicznie połączyć i uporządkować fakty, powiązać je i wysnuć jakiś mądry i godny człowieka inteligentnego wniosek. 

Nie ma sensu, bym dodawała kolejny komentarz odnoszący się do "popisu" Comey'a. Bardziej denerwuje mnie hipokryzja polskich polityków. Wielce oburzeni obrońcy narodowej godności brylują w mediach, jak to obraźliwie zostaliśmy potraktowani.
Szkoda tylko, że przy każdej okazji "płaszczą" się przed Amerykanami, jako naszymi "największymi i najlepszymi SOJUSZNIKAMI". Podkreślają, jacy to powinniśmy być wdzięczni Ameryce. Jak bardzo powinniśmy się cieszyć z wielkiej przyjaźni polsko-amerykańskiej! 
Szkoda również, że nasi przyjaciele każą nam żebrać o wizę i "Poland" to dla nich prawie to samo co "Holland" - czyli jedno wielkie NIC. 

Jak sądzicie, czy nasi "najwięksi SOJUSZNICY" pomogliby nam, gdyby zaatakowała nas chociażby Rosja? Szczerze wątpię, czy wiedzą, gdzie Polska leży. Mogliby PRZYPADKIEM zabłądzić i nie trafić do nas z pomocą na czas...