Malta - "dzień" pierwszy



Witamy na Malcie.
No to od początku. Pociągiem na lotnisko do Wrocławia. Podróż całkiem znośna, ale na miejscu było mi strasznie ciężko. Jakby dotarło do mnie, że nie ma odwrotu. Uświadomiłam sobie nagle (wcześniej przez sajgon na uczelni nie było czasu), że zostawiam wszystkich i wszystko. 
Niby to tylko 3 miesiące (a ściślej 91 dni), ale przecież z utęsknieniem czekałam na piękne polskie lato. Przecież „u nas” latem jest cudownie <3 …

Nie znoszę kontroli bezpieczeństwa. To dla mnie takie stresujące i upokarzające. W imię „bezpieczeństwa” człowiek czuje się taki zaszczuty… Ja się czuję jak potencjalny terrorysta i do tego taka… sama nie wiem… „naga”! Odarta z godności. Podchodzę do tego zbyt emocjonalnie? Być może. Już taka jestem.

Leciałam Ryanair’em i mam dobrą wiadomość – być może niektórzy jeszcze nie wiedzą, ale można latać teraz z bagażem podręcznym do 10 kg i… UWAGA – hit, z dodatkową torebką – „za free”. Co prawda musi mieć określone wymiary: 30x20x20, ale waga nie ma znaczenia. Można zatem władować coś ciężkiego – w moim przypadku słowniczek, laptopo-tablet, dyski, kalendarz p. Beaty Pawlikowskiej (obowiązkowo!) i taaaakie tam.
W samolocie pierwszy raz było mi tak dziwnie. Ciśnienie rozsadzało mi łepek i błonę bębenkową w uszach. Ciągle ziewałam i chciało mi się spać jak nigdy. Sen przerywały jednak turbulencje… Niestety raz były dość duże i niektórzy lekko spanikowali (ja akurat nie za bardzo – o dziwo!, ale koło mnie siedział facet koło 35 lat i powiem szczerze, że zaczął się nieźle bać…).  Take off (moment oderwania od ziemi -> start samolotu*) – jak zwykle dla mnie bomba, ale lądowanie tradycyjnie mało przyjemne.

Jeśli ktoś nigdy nie leciał samolotem, a chciałby, tylko boi się procedur i formalności – proszę, niech napisze do mnie, a ja wszystko mu wytłumaczę, pokażę, mogę nawet jechać na lotnisko (jak mnie zabierze). Wiem z doświadczenia, że niektórych blokuje przed lotem obawa o takie właśnie kwestie proceduralne (tzn. nie wie, co, jak, gdzie, na czym to wszystko polega itp.). Służę pomocą. Nie odkładajcie marzeń o locie samolotem z takich głupich powodów – uważam, że każdy powinien choć raz w życiu to przeżyć. I bez wymówek, że loty są drogie! Co za bzdura! J W razie pytań – piszcie. Nie ma czegoś takiego, jak „głupie” pytania. Jak pierwszy raz leciałam, to nie wiedziałam NIC! Zatem bez obaw, że jakieś pytanie wyda Wam się niemądre.

Wracamy do lotu. Malta nocą – lądowałam przed godziną 24. Widok niesamowity! Przepiękny! Niestety zdjęcia nie udało się zrobić, bo siedzenia są potrójne, a ja miałam miejsce z brzegu (korytarz), zatem od okna zbyt daleko, by zrobić dobrą fotę.

Po wylądowaniu miałam godzinę, by odebrać bagaż i pędzić do „meeting point” – skąd wychodzą „przylatujący przybysze”.  Tam miał na mnie czekać gość z imieniem i nazwiskiem (moim, rzecz jasna) i zawieść mnie do mojego hotelu. NO TO TERAZ COŚ DLA TYCH, KTÓRZY MAJĄ MNIE ZA MALKONTENTA I TWIERDZĄ, ŻE PRZESADZAM, GDY MÓWIĘ, ŻE TYLKO JA MAM NIEUSTANNIE DZIWACZNE PRZYGODY (POZDRAWIAM Mamuś :-P ). Oczywiście było sporo osób z kartkami i wszystkie możliwe firmy transportowe, ale nie MÓJ transfer. Czekałam, szukałam, chodziłam jak wielbłąd, pytałam, prosiłam o pomoc (Pan z informacji był bardzo miły i starał się pomóc, ale po prostu NIKT nie przyjechał z tej firmy po mnie). Zaczęłam do nich wydzwaniać. Jednocześnie również do mojej „szefowej”- organizatorki praktyk. Oczywiście starano się mi pomóc, ale koniec końców, po bitej godzinie na lotnisku, wzięłam taksówkę do hotelu. Kasę mi zwrócą na podstawie rachunku, więc spoko. Ale stresik – nie powiem – był. I tak dziwię się sobie, że nie spanikowałam.
Taksówkarz Maltańczyk – śmiesznie mówił po angielsku. Pogawędka była, a jak! Na drodze ruch oczywiście lewostronny, a to, co mnie rozbawiło, to znaki co kawałek – kwadratowe na czerwonym tle z napisem białym SPEED KILLS (YOU*-nie pamiętam, ale chyba bez ‘you’).

Przekimałam krótko. Dzisiaj pokazano mi hotele naszej sieci Blue Sea, powoli uczę się, wdrażam, poznaję obowiązki. Grafik jest bardzo zmienny, więc znam tylko rozkład dnia na jutro. Ogólnie póki co oswajam się z pracą za barem.
Ludzie – bardzo mili, wyrozumiali, cierpliwi. Pozytywnie! Najgorzej byłoby pracować w złej atmosferze. Jak jest fajnie, wesoło, to nawet błędy, porażki i tęsknota jest do przełknięcia.
Cieszę się, że jest mnóstwo roboty. Mniej czasu na myślenie i tęsknotę. Wiadomo, że jest – czarować nie będę. Kocham przecież moją rodzinkę jak nic na tym świecie <3

Mam nadzieję, że powoli wszystko „załapię”, a kiedy się oswoję, to dopiero mogę poznawać Maltę i działać więcej. Póki co – wszystko muszę powoli przyswoić. Na spokojnie. Zbytni pośpiech mnie gubi, stresuje i źle na mnie wpływa. Nie wszystko na raz. Małymi krokami, ale do przodu.
Jutro pierwszy dzień prawdziwej roboty. Będzie ciężko – wiem o tym, ale nie mogę się poddawać. Będę pisać, kiedy czas pozwoli, bo internet mam, ale niestety tylko w recepcji. Nie będę specjalnie wydawać kasy na karty itp. 

Zmęczona jestem, idę dziś wcześniej spać. Muszę odpocząć. Wyspać się. Bez snu od razu głupie myśli i smutek mnie łapie, więc uciekam i mam nadzieję, że będzie dobrze.

Trzymajcie kciuki.
Kto może – niech czasem pomodli się za mnie i pomyśli coś miłego. To działa – wiem, bo czuję niekiedy wsparcie.

Specjalne buziaki dla dzielnego Tatusia, za eskapadę i za wszystko - WIESZ ZA CO, TATUŚ:-*
Mamuś, kocham Cię!
Rodzinko, tęsknię!
Znajomi, przyjaciele i wszyscy, którzy dobrze mi życzą - 3majcie się i dziękuję;-* 

Do usłyszenia! Soon!