Spieszmy się kochać...

Wbrew przewidywaniom niektórych osób (pozdrawiam Cię, Mamuś :-P ), nie chodziłam dziś w panice z notatkami pod pachą i nie jęczałam "egzamin, egzamin..." Rano bowiem dowiedziałam się o czymś, co mną wstrząsnęło. To zmieniło mój nastrój na cały dzień.


"Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą"
- najpiękniejsza i najbardziej ponadczasowa myśl ks. J. Twardowskiego.
Zawsze przywołuje ją śmierć kogoś bliskiego mojemu sercu.

Zmarł Szanowny Pan Wiesław Drewicz,
w mojej pamięci i sercu pozostanie i tak zawsze Pan Wiesiu. 

Człowiek niesamowity. Ciepły i uczynny.
Ceniący życie i czerpiący zeń pełnymi garściami.
Osoba dowcipna, ale poważana.
Pasjonat o wielu talentach.
Mój najwspanialszy "trener życia".

Są ludzie, którymi pragnę się otaczać,
bo bije od nich niewiarygodna energia,
chęć życia, optymizm, uśmiech.

Pana Wiesia poznałam w liceum. Jeszcze wtedy uczył w-fu.
Ja zaś w czasach LO ostro trenowałam biegi.
Jeździłam z Panem Wiesiem na zawody.
Do końca życia nie zapomnę wojewódzkiej sztafety, kiedy to wystawił mnie jako pierwszą do biegu.
Nie chciałam, bo na pierwszym zawodniku ciąży olbrzymia odpowiedzialność.
Wiedziałam, że startuję z najlepszymi i bałam się zawieść dziewczyny.
Pan Wiesiu - jedyny - zawsze wiedział jak mnie zmotywować, dodać odwagi.
Dziś zdałam sobie sprawę, że to jedyny człowiek, który wierzył we mnie tak bardzo, jak nikt inny.
Kiedy przybiegłam jako druga na metę i przekazałam pałeczkę, ściskał mnie, gratulował.
Dla mnie to był spory wyczyn - trenowałam sama po szkole. Codziennie. Deszcz, śnieg, słońce - bez znaczenia. Niektórzy potrzebują trenera, by stał nad nimi z batem i motywował do wysiłku.
Ja jestem sama dla siebie największym "batem", więc potrzebuję innego rodzaju motywacji.
Pan Wiesiu o tym wiedział.
Wiecie, co mi powiedział po biegu?
-Super! Gratulacje! Baśka, jesteś niesamowita! Do pierwszej tak mało brakowało! Wiesz czemu nie byłaś pierwsza?
- Czemu? - spytałam z ciekawością, bo zawsze brałam sobie techniczne wskazówki Pana Wiesia do serca.
- Bo jesteś znakomita, tylko w siebie nie wierzysz! Gdybyś uwierzyła, to byłabyś pierwsza!


... [*]

Cały dzień chce mi się płakać. Powstrzymuję jednak te łzy, bo wiem, że Pan Wiesiu nie kazałby mi płakać. Znając Go, kazałby mi jeszcze zatańczyć i cieszyć się, że będzie mnie doglądał "z Góry".

Wiecie, co podarował mi na Mikołajki? Przyniósł pięknie oklejone świątecznymi ozdobami zebrane przez siebie wycinki gazet, w których były jakieś wzmianki O MNIE. To, że Kropińska wygrała jakiś tam konkurs, a to, że Kropińska została wyróżniona za najwyższą średnią, albo, że zgarnęła stypendium i wygrała jakieś biegi... TO BYŁO NIESAMOWITE.


Ja zaś przynosiłam Panu Wiesiowi naręcze kartek. Zbierał widokówki z całego świata. Planował wystawę. Miał ich tysiące. Zbieractwo jest bliskie mojemu sercu, dlatego rozumiałam Jego bzika i pomagałam powiększać kolekcję.

Nie będzie mnie na pogrzebie. Strasznie się z tym czuję. Wiem jednak, że wyszukam najpiękniejszą widokówkę na Malcie i po powrocie zaniosę ją Panu Wiesiowi. Myślę, że się ucieszy i że zawsze będzie we mnie wierzył i wspierał mnie... choćby z najzacniejszej rajskiej chmurki, bo na taką nagrodę w Niebie z pewnością tu zapracował.