III tydzień trwa - dzień 19. - ależ leci, kiedy człowiek "zarobiony"

Szeregowy Cropson melduje, że polskiej krwi na Malcie przybywa. I nie chodzi tu o gości, ale o obsługę hotelową. Do naszego Santa Maria Blue Sea Hotel trafiła kolejna studentka z Polski - Sylwia.  Manager przyprowadził ją do mnie zaskoczony, że studentka (z Erasmusa) przyjechała 2. lipca, a on miał informację, że będzie dopiero za tydzień... MEEELA. Tak działa przepływ informacji na Malcie. ZWIS :-)
Selfie w windzie. A co :-) Twarz zasłoniłam, bo mam "worki pod oczami", gdyż komary wariowały w nocy i spanie było wątpliwe...:-)


Manager kazał mi przekazać Sylwii całą wiedzę i wprowadzić ją w "nasz świat", choć dobrze wie, że to jego obowiązek i nie powinien mi tego zlecać. Oczywiście podeszłam do sprawy poważnie i rozsądnie - jak to ja. Stwierdziłam, że niejako mam obowiązek zrobić to jak najlepiej potrafię (i jak najżyczliwiej), bo sama zostałam tu na początku bardzo miło potraktowana.

To, że trafiłam na cierpliwych i dobrych ludzi w pierwszej chwili, dało mi siłę, by trwać aż do teraz. 
Wiadomo - początki są dla wszystkich najtrudniejsze. Szok kulturowy. Szok lotniskowy. Szok zadaniowy. Nikogo, kto tu przyjeżdża, to wszystko nie ominie - zwłaszcza, jeśli przyjechał tak jak my - na praktyki w barze&restauracji (co w praktyce okazało się praktykami w barze, a z restauracją mamy tyle wspólnego, że tam jemy :-).

Dziewczyna bardzo miła. Złapałyśmy wspólny język. Nieco przestraszona (co przypomniało mi MÓJ pierwszy dzień). Przydały się moje zainteresowania psychologiczne, bowiem sądzę - że pomogłam jej pierwszego dnia trochę okiełznać panikę i podnieść na duchu.

EMPATIA - to umiejętność współodczuwania. Najprościej tłumacząc - to umiejętność postawienia siebie w sytuacji innej osoby i próba zrozumienia jej uczuć oraz motywacji. Włączyłam więc wszelkie pokłady basinej empatii, by pomóc Sylwii.

Choć gości hotelowych znacznie ubyło i miałam spokojną zmianę w pracy, to tak mocno skupiłam się, by wszystko pokazać dziewczynie, przedstawić pozytywy, rozwiać wątpliwości przyjazdowe i napełnić optymizmem jej "nową rzeczywistość", że wieczorem byłam już naprawdę totalnie zmęczona.

Dzięki Bogu internet był na tyle łaskawy, że poskajpejowałam chwilkę z rodzicami - wiadomo - stęskniona córeczka :-)

Dziś znowu mam zmianę z Sylwią (ma mnie obserwować i uczyć się w ten sposób).
Aaaaa... zapomniałabym dodać - dwa poprzednie dni wizytował hotel SZEF-SZEFÓW. Rewolucje, jakie wprowadził, są... "spore". Powiedziałabym - rewolucyjne. By Wam to zobrazować, wystarczy, że:
- mój dzień pracy zamiast od 9:30 do 17:30 WYDŁUŻYŁ SIĘ teraz o calutką godzinę (a w praktyce - półtorej godziny!),
- wchodząc do restauracji goście hotelowi, obsługa (w TYM JA) prawie się pogubiliśmy przy nakładaniu sobie obiadu haha - przestawione zostały nawet półmiski z warzywami - TOTALNE "Kuchenne rewolucje" - bardziej zaawansowane od tych p. Gesslerowej.  

Zmiany są na tyle kolosalne i "szczegółowe", że dotyczą nawet puszczania muzyki w restauracji i na zewnątrz (będzie to jakaś spokojna melodyjka lecąca z wielkich głośników, które mają być naprawione). W praktyce oznacza to, że nie wiadomo, kiedy to nastąpi. Naprawa na Malcie?! MEEEELAAA - może naprawią za tydzień, może za miesiąc, może jak mnie tu już nie będzie. :-) Kiedyś tam "sie zrobi". ;-D
Szkoda, że MELA nie obowiązuje w przypadku moich godzin pracy. Zamiast zamknąć o 17, miałam zamknąć o 18 już wczoraj. Pan kazał - sługa musi. NATYCHMIAST. Zmiany weszły z chwilą wypowiedzenia słów szefa. Czyli - błyskawicznie.

Trudno - praca, to praca. Mogę pracować, ale bardziej zdenerwowała mnie inna kwestia. Jestem z Madzią w pokoju dwuosobowym. Dogadujemy się - REWELACYJNIE. Po prostu idealnie dobrany duet mieszkaniowy. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że każdy chce mieć odrobinę prywatności, komfortu i dostępu do łazienki, to mogę powiedzieć, że ja i Magda nie mamy w swoim towarzystwie powodów do narzekań.
Niestety manager ostrzegł mnie wieczorem, że Sylwia jest na 5. piętrze w pokoju trzyosobowym. Do hotelu ma przybyć jeszcze dwóch studentów (nie wiadomo kiedy - "wkrótce", nie wiadomo skąd), którzy mają być także w "barze&restauracji". Może się zdarzyć, że mnie i Madzię, będą chcieli "przeflancować" do 3-osobówki z Sylwią. Od razu zainterweniowałyśmy z Madzią, że nie zgadzamy się na to.
1. Trzy kobiety w małym pokoju z mikroskopijną łazienką to katorga. MĘKA. Za gorąco, dostęp do lustra i prysznica ograniczony!
2. Jesteśmy z Madzią tu już jakiś czas i mamy pierwszeństwo decydowania, że nie chcemy się przenosić! Ja mam tu swój sejf, Madzia zamontowała nam suszarkę na balkonie i generalnie nie mamy zamiaru zmieniać pokoju - ani mi się śni!
3. Sylwia dopiero przyjechała, w takim razie "nową krew" niech dokoptują do niej. Nie myślcie, że jesteśmy z Madzią jakieś wredne, ale uwierzcie - 3 kobiety w tym upale ściśnięte jak w klatce - to ZA DUŻO.
4. Z Magdą mamy podobne spojrzenie na wszystko, dogadujemy się, rozumiemy, nie wstydzimy się siebie. Dodam jeszcze bardzo ważną uwagę... pamiętacie, jak pisałam o ludziach, którzy dodają energii i o tych, którzy ją "wysysają". MY Z MADZIĄ wzajemnie się "doładowujemy", NIE NARZEKAMY. Szukamy pozytywnych stron. Odpowiada nam tu praktycznie wszystko - nie przyjechałyśmy tu z nastawieniem na komfortowe warunki czy szukanie Bóg wie jakich wygód. To bardzo istotna w moim przypadku kwestia.
Powiem otwarcie, co będę Wam ściemniać. Chcę mieszkać z Madzią, bo ONA nie wysysa mojej życiowej energii. To się czuje już przy pierwszym kontakcie, a co dopiero po całym spędzonym z kimś dniu... Domyślcie się. Wierzę w inteligencję moich czytelników...

Nie damy się. Jak trzeba będzie, pójdziemy protestować z Madzią. Mogę pracować ciężko. Mogę podporządkować się tutejszemu bajzlowi i (czasem niedorzecznym) zasadom, ale nie dam się wygryźć z pokoju. Co to, to nie!
KROPKA.


Odliczam już godziny do jutra, bo mam "OFF" - co znaczy tu słodycz wolności, czyli dzień relaksu BEZ PRACY.  Kicam z radości na hotelowym korytarzu - dosłownie!


 Jeszcze ścisłego planu nie mam na celebrowanie pięknych chwil sobotnich... MELAAA. Dziś zrobię rozeznanie, jak dojechać na najpiękniejsze piaszczyste plaże i planuję jutro cudowną słoneczną rundkę. Zakoszę jakieś jedzonko ze śniadania i ruszę na podbój kryształowej wody, ciepłego piaseczku, nowych przygód z transportem publicznym w tle i spacerów w nieznane. Lustrzankę chyba tym razem wezmę. Takich zdjęć nie można przegapić.


Zachaczę - jak mówiłam - Golden Bay z rana (póki nie będzie tłumów), a przyjemności opalania oddam się na plażach pobliskich, gdyż tam turyści mniej chętnie (z braku wiedzy) się pojawiają.











Spakować:
-klapki
-strój kąpielowy
-ręcznik
-okularki
-emulsję do opalania
-wodę i coś na ząb
-kasę
-słowniczek
-mapkę
-lustrzankę i telefon
-dobry humor
-MELĘ
-uśmiech
...

TO BE CONTINUED <3