Dzień 20. - dziś możecie zazdrościć :-D

Dzień wolny to coś pięknego. Szczególnie, gdy dzień pracy wydłużył się po zmianach szefa-szefów o ponad godzinę. Tak jak planowałam - tak zrobiłam. Grunt to konsekwencja. Jednak nici byłyby z konsekwencji, gdyby nie odrobinka szczęścia, która mi dziś towarzyszyła.

Għajn Tuffieħa


Planowałam jechać na plaże piaszczyste (w tym - zahaczyć o Golden Bay - najbardziej popularną wśród turystów). Po śniadanku spakowałam się kompaktowo, by ciągnąć w upale jak najmniej tobołków (sama lustrzanka przecież waży sporo). Poleciałam na przystanek przy głównej drodze i trochę mnie poraził fakt, że autobus do Golden Bay 223 kursuje... tylko raz na godzinę. Skwar na przystanku czułam już konkretny, więc może... jechać gdzieś indziej? Zapytałam jednak o godzinę towarzyszy oczekujących na ulicy. 10:09. Autobus 223 zaraz miał podjechać!
Ale FART :-)
Ucieszyłam się bardzo, ale przypomniałam sobie od razu, że:
1. Autobus na Golden Bay kursuje na godzinę tylko raz, więc może być zapchany totalnie i kierowca się nie zatrzyma.
2. Golden Bay to tak popularna plaża, że prawdopodobieństwo przepełnionego autobusu w SOBOTĘ w godzinach PRZEDPOŁUDNIOWYCH jest niestety baaaaardzo duże.

Zmówiłam szybką "zdrowaśkę" i jak zwykle podziałało hihi :-P

Wcisnęłam się między drzwi a miejsce na bagaże jako jedna z ostatnich wpuszczonych do pękającego w szwach busika. Swoją drogą to dziwne - nigdy nie zrozumiem tej pokrętnej logiki, która funkcjonuje też w Polsce, tyle że w PKP. Dlaczego najbardziej oblężone trasy zaplanowane są tak, że środek lokomocji kursuje najrzadziej i jest najmniejszy (w coś małego upchać jak najwięcej ludzi)? Może ktoś mi to wytłumaczy (proszę!), bo nigdy nie pojmę...

Zaczęłam oswajać się z komunikacją miejską na Malcie. Serio! Może się nawet polubimy po tych trzech miesiącach - kto wie :-) Cała dzisiejsza podróż kosztowała mnie 4 jurołs, ale warto było.
Miałam ambicję iść na pieszo, ale wszyscy mi odradzili (koło 8 km). Dobrze, że wybrałam klimatyzowany autobus niż wykańczającą wędrówkę z lustrzanką w blisko 40-stopniowym upale. Ja tam bym wytrzymała bez problemu, ale bardziej bałam się o czarnego Nikona w czarnym pokrowcu (wedle instrukcji nie można go poddawać takim temperaturom).
W drodze "NA PLAŻĘ" - nie dało rady w tłoku wyciągnąć aparatu w autobusie, ale już w drodze powrotnej - śmiało cykałam fotki z perspektywy uradowanego pasażera.

Relację (a może i fotorelację) ze swej wyprawy zmuszona jestem podzielić na dwie części z powodu nadmiaru cudownych zdjęć. Wrażenia będę Wam zatem dawkować. Część dziś - część jutro z rana albo po pracy wieczorem - zależy jak wstanę i się wyrobię. Upał wykańcza. I to leżenie na plaży... hehe :-P
Na początek, chciałam Wam pokazać krajobrazy towarzyszące wyprawie "przedplażowe".

Wieża Ghajn Tuffieha przy plaży





Widok na Hotel Radisson Blue - po lewej stronie kawałek Golden Bay

Droga, którą szłam do Golden Bay (ale o tym później :-)

Kolega podpowiedział mi bardzo dobrze, abym wysiadła sobie przystanek przed Golden Bay, poplażowała najpierw na sąsiedniej plaży (mniej zatłoczonej i "lepszej"),a potem przeszła się piechotą do Złotej Zatoki. To była świetna rada. Polecam każdemu wybierającemu się na Maltę. Wysiądźcie przystanek wcześniej i poplażujcie na GHAJN TUFFIEHA !!!


Powiem szczerze - Golden Bay jest piękna i trzeba zobaczyć, ale plażowanko polecam Wam na piaszczystej plaży GHAJN TUFFIEHA. Tutaj też było dość tłoczno, ale nie tak jak w przypadku Golden Bay. Wytrwali mogą iść wybrzeżem i znaleźć sporo miejsca na kąpiel słoneczną w miejscu, na którym nie stoi "leżak przy leżaku".
Kiedy wysiadłam z autobusu, usłyszałam ten piękny dźwięk naszego języka ojczystego. Para młodych sympatycznych ludzi z południa Polski próbowała sobie sprawić jakąś fotograficzną pamiątkę. Wiecie sami, jak kocham robić zdjęcia, więc sama zaproponowałam, że im pomogę i wyślę na maila. :-) Trzeba być uczynnym, a co!


Mam nadzieję, że mnie nie uduszą, ale nie mogę się powstrzymać... :-) 


Dobro - jak wiecie - wraca. W moim przypadku wróciło błyskawicznie i mam pamiątkę.
Widoczek na plażę GHAJN TUFFIEHA <3 Polecam!

A teraz pokażę Wam, jak się schodzi na tę plażę! To nie są drewniane schodki jak nad polskim morzem...



Na plażę - spoko. Ale powrót pod górkę przy 40-stopniowym upale... DLA MNIE RÓWNIE PRZYJEMNY! :-P



Plażowanie było cudowne. Poleżałam, poopalałam się i spiekłam czółko.
Woda kryształ! Piasek niewiarygodnie ŻÓŁTY :-) Śmiesznie to wygląda - kolor niespotykany. Konsystencja piasku też jakaś taka... dziwna. :-) Bardziej lepiąca się do ciała niż piasek nad polskim morzem.





Żeby nie było, że nie jestem na zdjęciach! ZNAJDŹ UKRYTY SZCZEGÓŁ :-)



Po błogim "wyplażowaniu" zapytałam, czy daleko jest do Golden Bay. Uspokojono mnie, że spacerkiem dojdę. Spakowałam manatki, pożarłam jabłko zwinięte ze śniadania i w drogę. :-)

Jutro ciąg dalszy relacji.
Tyle że z piękniejszymi zdjęciami i realizacją marzenia w tle :-D

GOLDEN BAY dla ciekawych - postaram się rano.
I autorski filmik! :-D
Fotorelacja w drodze. Zdjęcia długo się ładują, dlatego zmuszona jestem podzielić wpisy.

Podoba się?
:-P
;-)
TO BE CONTINUED... OF COURSE!