Malta - dzień 5., no to PIONA!



Wczorajszy dzień rozpoczął się cudownie. Miałam absolutnie genialne nastawienie i humor. Niestety pozwoliłam go sobie zepsuć po pracy. A zapowiadał się takie miły wieczór… Mogłabym się tu wyżalić publicznie, ale… co to da? Nie pomoże, a tylko zaszkodzi. Pozostało mi (jak to mówi Mamusia) „otrzepać się” i do przodu. Podsumuję ten wieczór jedynym zdaniem: NA CHAMSTWO NIE MA RADY – BYŁO, JEST, BĘDZIE I NIC Z TYM NIE ZROBISZ.

Chamstwo. Batalia z tym, to jak walka z wiatrakami. Bez szans. Nie mówię, by się na chamstwo godzić, ale cham pozostanie chamem, bo nie zdaje sobie zwykle sprawy (lub wie i jest mu z tym dobrze), że jest CHAMEM. Co do sytuacji „z wczoraj”, owy CHAM był płci żeńskiej, ale to już nie ma znaczenia.

Pora powiedzieć parę słów prawdy, co by nie było zbyt słodko. Takie wyjazdy uczą wielu rzeczy, ale obserwacje bywają też dołujące. Powiem szczerze, bo nie chodzi o to, by opisywać Wam wybiórczo same miłe sytuacje – to bez sensu. Jak już przedstawiać coś, to obiektywnie.
A zatem – mam jakiś tam zmysł obserwacji i wyższą potrzebę refleksji nad tym, co mnie otacza. To, co zauważyłam, kłóci się z wyobrażeniem o sielskich wakacjach.

NIEKTÓRZY LUDZIE [oj, wielu…] ZACHOWUJĄ SIĘ [często] GORZEJ NIŻ ZWIERZĘTA!
Nie jestem osobą tolerancyjną. Nie mogę tak o sobie powiedzieć, bo szanuję słowa i wiem, co oznacza bycie tolerancyjnym. Jestem jednak szczera. Nie znoszę uogólnień, ale pierwszy raz kusi mnie pewna generalizacja. Być może krzywdząca, ale postanowiłam, że Wam napiszę.

Najlepiej zrozumiecie na konkretnym przykładzie. Człowiek*** wykupił sobie wczasy ALL INCLUSIVE na Malcie. Wśród obsługi hotelowej ma głównie: sprzątaczki z rejonów Afryki i z Ukrainy oraz Rumuni, kelnerów podobnie. Jak myślicie, jak zachowuje się ów człowiek***w z zależności od narodowości względem obsługi?

I NIEMIEC – OD LAT NAJMŁODSZYCH DO WIEKU ŚREDNIEGO WŁĄCZNIE – totalne prostactwo, poczucie wyższości, lekceważenie, poniżenie, zero szacunku.
Przykro mi to mówić – na razie jedynym wyjątkiem jaki spotkałam, to Niemcy w starszym wieku (ok +60 i wyżej), którzy po prostu traktują taką obsługę jak powietrze, bez kpin, bez poniżania, ale jako „klasę niższą” od siebie.

II ANGLICY – chamstwo i buractwo z poczuciem wyższości na poziomie Mount Everestu wobec każdej nacji innej niż własna, jednak dostrzegłam tylko wśród mężczyzn w średnim wieku (u kilku, nie u wszystkich) i wśród nastolatek w wieku 15-20. Żeby nie było – poznałam tutaj też naprawdę cudownych ludzi z Anglii, więc nie mam zamiaru uogólniać. Niestety jednak niechlubne jednostki sprawiają, że cały naród otrzymuje taką, a nie inną „plakietkę”.

III Nie spotkałam się, aby Ukraińcy, Litwini, Norwegowie, Holendrzy, Hiszpanie, Węgrzy czy Rumuni w jakikolwiek sposób pokazali, że czują się „lepsi”. Myślę, że to kwestia mentalności, kultury, głęboko zakorzenionych przekonań i wychowania.

Nie chodzi mi o to, że Niemcy są „be”, a ktoś tam jest „cacy”. Chodzi tylko o to, by podkreślić skłonności – to jest wpisane chyba w wydarzenia historyczne oraz procesy socjalizacyjne.
Czy się zgodzicie, czy nie – nie wnikam. To moja obserwacja nie tylko z tego wyjazdu, ale z całego życia i – parafrazując „klasyka” – TO JEST MOJE ZDANIE I JA SIĘ Z NIM ZGADZAM.

Koniec żali na najbliższy miesiąc.

Właśnie sobie uświadomiłam, że nigdy tak bardzo nie czekałam na sobotę, jak teraz. Niech no ja ruszę wreszcie na podbój Malty i plaż. Niech no ja wreszcie opalę te blade odnóża! Wejdę pobuszować po sklepach! Porobię foty! Pogadam z ludźmi. Pobłądzę! AAaaaa! 


:D ;D :D

No i poszukam poczty! Właśnie sobie uświadomiłam, ile mam kartek do wysłania! Jeeeeej!
A spróbowałabym o kimś zapomnieć, co nie?! :-P
Może wyślę wszystkim jedną zbiorczą, co? Ehehe B-)
Wiem, wieeeem. „Nie ma łatwizny”. Nie ma lekko.
Postaram się nie zapomnieć o tych, którzy pamiętają o mnie 

No to jeszcze nowe zasady:
      1.Zakładam żelazny pancerz i chamstwo mnie nie złamie.
2    2.Doskonalę swe umiejętności barmańskie i ćwiczę „bicepsy/tricepsy” i co tam jeszcze można (czego nie mam :-P).
3    3.Zostaję mistrzem asertywności.
4    4.Porzucam skromność w 99 proc. (jeden procent zostawiam sobie w ramach osobistego funduszu na poczet przyzwoitości), bo jak to (ponoć) mawia prof. A. Stelmach: „Skromność jest ważna, ale bez niej zachodzi się dalej”.
5    5.Nie korzystam tu z windy, kiedy nie muszę (czytaj: kiedy nie dźwigam czegoś ciężkiego), mieszkając na czwartym piętrze – kondycja przydaje się w kluczowych momentach – pamiętajcie o tym, a nie pożałujecie.
6.a) Trzymam z ludźmi, którzy nastawiają mnie pozytywnie do życia.
6.b) Unikam cwaniaków, pętaków, buraków i „wysysaczy” energii witalnej (jak to mówi Mamusia: są tacy ludzie, którzy „dziurki nie zrobią, a krew wypiją”).

Skoro już szastam cytatami, to zakończę takim, który od gimnazjum nakręca mnie do działania i rozwesela. „KOKODŻAMBO I DO PRZODU”. [Pozdrawiam Mazurro ]

Zapomniałabym! Pierwszy raz od czasu uczelnianego zadania zaliczeniowego weszłam na statystyki bloga… Przerażacie mnie. Człowiek wyjedzie w nieznane, uzewnętrznia się pisząc jakieś głupoty w ramach samooczyszczenia i odstresowania, a tu… CO WY TAK MNIE ŚLEDZICIE?! Nie mogę uwierzyć, że tyle osób ciekawi, czy jeszcze żyję :-P
No nic, nie wchodzę już więcej na te statystki odwiedzin, bo zacznę uprawiać (nie daj Boże!) jakąś autocenzurę.
Mój wpis na bloga w ramach zadania na uczelni został oceniony na 4, ponieważ „był za długi”. Nie mieści się w normach tekstu internetowego. Nie spełnia norm webwritingu, zatem – teoretycznie - nie powinniście tego wszystkiego czytać i odwiedzać mojego bloga. Nie zgadzam się z tym, że powinnam zaprzestać „wodolejstwa”. Taka już moja piśmiennicza natura i nie zamierzam jej zmieniać. Ktoś nie chce – nie czyta. Proste.
Jak widać – chcecie czytać, a ja chcę pisać.
Koniec. Kropka.

Dziękuję za uwagę.
Pozdrawia „Barb” …"Barbra"
(uwaga – szwedzka próba i zarazem HIT w wymowie mojego nazwiska: „Krołpninska”).

Jest MOC :-D