Malta - pierwszy mały wypad 20.06.2015 - pierwszy dzień wolny

Postanowiłam po prostu się przejść. Stwierdziłam, że popatrzę, czy będzie wybór jeśli chodzi o powrotne prezenty dla bliskich, pośmigam po plaży, poszukam Kościoła i zapytam o godziny Mszy niedzielnych, pobłąkam się po klimatycznych uliczkach, poobserwuję ludzi, architekturę. Zależało mi też na znalezieniu poczty i rozejrzeniu się za widokówkami.



Zjadłam porządne śniadanie, by dotrwać do wieczora pełna energii. Naładowałam telefon i lustrzankę, opracowałam mapkę (orientacja u mnie kiepska bez mapek) i w drogę.

Bez zbędnego ględzenia, ale za to z podpisami zdjęć - zapraszam do podziwiania piękna Malty.
Ja jestem zachwycona widokami, klimatem (w sensie atmosfery) i magią tego miejsca.

Chciałabym pokazać wszystko, ale niestety pojemność blogowa ogranicza :) Oto codzienność, maltańska - nie jest szara, a pełna barw (dzięki temu, że skąpana w słońcu).

Balkony są wszędzie! Balkon na balkonie. Co oni mają z tymi balkonami?! :-) Mnie się podoba. Sama mam jeden  hotelowym pokoju - a jakże by inaczej. :) Magda urządziła już na nim naszą suszarkę do prania - wzięła ze sobą sznurek :-P

Ten lokalny sprzedawca to mój DROGOWSKAZ. Codziennie w tym samym miejscu. Uwielbiam :-) Do posiłków w hotelu podawane są głównie takie owoce jak: pomarańcze, arbuzy, melony (zielone i pomarańczowe), ananas (z puszki-fuj!!!) i... mnóstwo jabłek:-P

Skrzyżowanko, czyli znak, że jestem blisko Bugibba Square [czytaj: Budżiba skłeer/skłee].

Turystów ci tu dostatek...

Cudeńko.

Kocham te "błękitne pola" - łaciata woda w odcieniach blue - to jest to.

Domyślacie się, co to za zielone poletka? :)

Plażowo.

Grunt to dobry "Top Madl"... :-)



Plażing.


Samotne podróżowanie wcale nie jest takie złe.

Niezależność i taaaakie widoki tylko dla siebie - na zawsze w serduchu.

Przysięgam uroczyście, że jeden dzień wolny spędzę leżąc plackiem na takim leżaku.


Patrol, słoneczny patrol :-) "Pamela rozpustna, wykona usta-usta" :-D

Przynajmniej mi uwierzycie, że nic nie majstrowałam przy zdjęciach, bo nie mam tu żadnego programu do obróbki zdjęć, a w Nikonie nigdy nie obrabiałam :-P




:-)

Ta kolejka jest boska <3 :-)

Frajda dla turystów, ale nie dla innych kierowców, ehehe.


Powiedzcie, że umiem robić zdjęcia... :-P


Spacerek miałam niezły. Nie da się ukryć, że trochę kilometrów narobiłam.


Spacerek TRIQ SAN GILARDU.



Kaskady przy TRIQ IT-TORRI.



Palmy to najpiękniejsze drzewka na świecie <3 No może jeszcze polskie jabłonie i wiśnie, kiedy kwitną i owocują :-)


Jakże by inaczej - nie byłabym sobą, gdybym tam nie weszła. Wlazłam, a właściwie wbiegłam, by zrobić fotki z góry. Punkcik widokowy.

Punkcik widokowy - poziom 1.

Punkcik widokowy - poziom 2.

Punkcik widokowy - witam na szczycie :-)


Mówiłam Wam... balkon na balkonie :-D










O Basi, która poszła w miasto :-)

Porozglądam się za pamiątkami, upominkami, pomyślę, co tu komu przywieźć. Będą to typowo drobiazgi z maltańskim akcentem, ale nie mogłam się powstrzymać, aby zrobić zdjęcia różnym sklepikowym wystawom - tu akurat coś w klimacie mojej Martuli - Groszkowej :-*
Grunt to oryginalna i "przyciągająca" nazwa lokalu... :-D


Takie kredki, to ja rozumiem!

Widząc moją liczbę zdjęć z pierwszego spaceru, chyba albumy się przydadzą.

Muszę sprawdzić, ile mogę wywieźć... :-P

Dla wybranych osób na zamówienie - będzie oczywiście poświęcony ... :-)






Tym chyba będzie wygodnie zwiedzić całą wyspę na początek w jeden dzień - taki objazdowy rekonesans. Potem wszystko zaplanuję osobiście.
 




Roślinki z myślą o Babci i Mamie :-)

Trzeba będzie się wybrać na lody. Pewnie przy barlineckich nie mają szans, ale nie będę sobą, jak najpierw nie poczytam opinii i znajdę najlepsze na Malcie. :-)








No dobra - przyznam się - Pan mi pomachał specjalnie na potrzeby zdjęcia :-P

Znalazłam i Kościół... a właściwie trzy :-)


A TO TABLICZKA WIGNACOURT TOWER. Ponoć dla zwiedzających wieża ta będzie otwarta od 22 czerwca za friko :-)

WIGNACOURT TOWER



Szłam i szłam... i szłam. I oczywiście trochę się zapuściłam daleko, a tu jeszcze trzeba wrócić i popracować. Może tak przejadę się autobusem? Na próbę?

Zapytam, gdzie dokładnie jestem (o ulicę). Zaczepiłam chłopca w wieku ok 12 lat - Maltańczyka.
Nie za bardzo ogarniał moją mapkę i zaprowadził mnie do mamy, która kupowała na targu owoce. Mama niestety nie wzięła okularów, ale za to sprzedawca z chęcią zaoferował pomoc.
Niestety - nie umiał odczytać mapki :-).
Mama Maltańczyka zapytała, gdzie chcę dojść.
Mówię jej zatem: "Do hotelu sieci Blue Sea: Santa Maria/San Anton".
Powiedziała, że mieszka blisko i... mnie podwiezie.
Mówiłam Wam - nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie wycudowała. :-D Za darmo podwózka pod sam hotel. To jest to.

Przygoda to chyba moja druga natura.
Aż się boję, co mnie tu jeszcze czeka!

No i tak to minął piękny wolny dzionek.
Aaaa... wcale nie było mi za gorąco! Wiatr od wody jest chłodny i momentami miałam gęsią skórkę! Wyobrażenie o skwarze to tylko wyobrażenie - wcale nie czuć tego gorąca (przynajmniej ja nie czułam, a chodziłam cały dzień (w tym także w samo południe).
Spaliłam jednak moje ogromnie wysokie czółko.
No i nigdy więcej nie zapomnę o okularach przeciwsłonecznych, bo słońce jest tak ostre, że szok! Oczyska bolą.

Ludzie - niesamowici. Przemili, uśmiechnięci. Kiedy widzieli moje próby zrobienia sobie "selfie", wszyscy spieszyli z pomocą :-D. Udało się jednak uniknąć tego i poradziłam sobie sama. Jak to ja Basia-samosia.



Podobało się? Mi taaaak.

W czwartek kolejne wolne. Muszę zaplanować coś ekstra!

No i na koniec akcent:

Jak myślicie? Co wymyśliłam? WIADOMO. Na koniec pobytu funduję sobie taką WŁAŚNIE PAMIĄTKĘ. Zostanie w serduchu, zamiast kurzyć się na półce i denerwować mnie tandetą. Ile by nie kosztowało - zarobię i przelecę się tym.
Będzie Magda, to udokumentuje moje loty ! :-D

CHYBA ZACZNĘ PISAĆ: CIĄG DALSZY NASTĄPI... hihi.

No to - ciąg dalszy niechaj nastąpi.