Między pakowaniem a egzaminami. Między radością a strachem

Co jest najgorsze przed podróżą? O czym myślę? Czego się boję? Z czego się cieszę? Za czym będę tęsknić? Co przeczuwam? Czego nie warto robić?
Wylot już w niedzielę, a pytań takich mogę mnożyć w nieskończoność. Decyzja podjęta. Bilety kupione. Egzaminy prawie zdane (został jeden - najcięższy kaliber na sobotni poranek :-)
Czas ruszać. Zew przygody mnie wzywa!



Czego nie znoszę?

PAKOWANIA. Jestem już przyzwyczajona, ale zawsze ciężko mi się do tego zabrać. Może nie tyle chodzi o niezdecydowanie (co i ile zabrać), co o jakiś taki aspekt psychologiczny - zostawiania czegoś za sobą, podjęcia decyzji, co do tego, co ma mi towarzyszyć... sama nie wiem. Generalnie nieprzyjemna część przygotowań (jak dla mnie). 
 Sposób: staram się z całych sił pocieszać drobiazgami - np. pretekstem do zakupu nowego stroju, fajnych kosmetyków, wymarzonej sukienki :-) Niby nic wielkiego, a sprawia, że pakowanie jednak staje się mniej stresujące (milsze?).

POŻEGNAŃ. Przeżywam to bardziej niż ktokolwiek (mam wrażenie) na tej ziemi. Nawet kiedy odjeżdżają goście po weekendzie, dom staje się taki pusty, brakuje mi harmideru i "życia". 

Będę tęsknić z pewnością za:
♥ moją rodziną (najbardziej na świecie!)
♥ znajomymi
♥ letnimi polskimi smakami (czytaj: owocowo-warzywne przysmaki - truskawy, poziomki, wiśnie, pomidory...) i lodami z Barlinka
♥ kawą na tarasie w moim cudownym domu lub ukochanym pokoju w letni poranek
♥ wycieczkami nad jezioro z mamą
♥ widokiem z mojego okna
 ... lista jest długa:-P i osobista.

Nie będę tęsknić z pewnością za:
☻moją uczelnią i nauką (jakże istotnych teorii)
☻zmianami pogody (typu: burze, wichury, zimny wiatr etc.)
☻brakiem słońca (choć życzę Wam, by w Polsce jednak go nie zabrakło, ale... wiemy jak bywa:-)
☻rutyną dnia codziennego (sytuacja zmusi mnie do nowych wyzwań, przygód, chwil dobrych i złych, zdobywaniem nowego doświadczenia - to dobrze - chce się rozwijać, a nie - stać w miejscu).
...

Beata Pawlikowska, znakomicie znająca moje obawy, pisze (fragment książki "W DŻUNGLI CODZIENNOŚCI"):
"Pomiędzy myślą a czynem istnieje przestrzeń wielka jak ocean. I równie wielka jest różnica między wyobrażaniem sobie podróży a znajdowaniem się w drodze.

Kiedy siedzisz w domu w wygodnym fotelu i zastanawiasz się czy wyruszyć w drogę, zakodowany głęboko w twoim umyśle strach przywołuje wizje wszystkiego, co może być przyczyną tragedii albo cierpienia. Ten strach jest ubocznym efektem naszej zachodniej wielkomiejskiej cywilizacji. Z jednej strony dostarcza ci iluzję wolności od ubóstwa, głodu i bezdomności, a z drugiej jednocześnie czyni z ciebie niewolnika pieniędzy, kredytów, komunikatorów i chorób spowodowanych przez chemiczne dodatki do masowo produkowanego taniego jedzenia.

W końcu jednak zdobywasz wizję upragnionego urlopu i niespodziewanie wybucha dawno tlące się pragnienie przygody.
Wyruszyć w nieznane, ściskając w pięści kamyk zielony albo - jeszcze lepiej - kartę kredytową w dowolnym kolorze, która pozwoli kupić to, co za pieniądze jest do zdobycia. Bilet na autobus, butelkę wody, nocleg w hotelu, wejściówkę do słynnych ruin.

Ale co z tym wszystkim, czego karta kredytowa nie jest w stanie załatwić? Przecież taka podróż może być niebezpieczna - podpowiada poruszona wyobraźnia i podsuwa wizje tego, co w niesprzyjających okolicznościach może się zdarzyć.

A może nie będzie ani jednego wolnego miejsca w hotelu? Co wtedy?
A może przepadną wszystkie rezerwacje? Co wtedy?
A może mój bagaż nie doleci i zostanę bez niczego?
A może zostanę okradziony? To niebezpieczny kraj.
A jeśli zostanę zaatakowany na ulicy?
A jeśli nie będę umiał się dogadać?
A jeśli?...

To jest właśnie jedna z najbardziej niezwykłych tajemnic podróżowania. W teorii wszystko wygląda groźnie. W praktyce staje się łatwe.

To bardzo prosta zależność. Tak długo jak rozważasz wyruszenie w podróż w teorii, wyobraźnia będzie ci podsuwała powody do strachu, rozterek i niepewności.

Dzieje się tak dlatego, że każda podróż jest wytrąceniem z dobrze ci znanej strefy bezpieczeństwa. Podróż to wszystko, co jest nieznane, nieprzewidywalne i potencjalnie niebezpieczne.

Ale z drugiej strony oprócz zaszczepionego w podświadomości strachu przed nieznanym, człowiek posiada też absolutnie fantastyczną instynktowną umiejętność odnajdowania się w nowym otoczeniu i przystosowywania się do zmieniających warunków.

Dzięki temu kiedy rzeczywiście znajdziesz się w trudnej sytuacji w trakcie podróży, twój umysł natychmiast przystępuje do znalezienia rozwiązania. W konkretnej sytuacji gdzieś na końcu świata twój umysł instynktownie będzie starał się znaleźć w tobie potrzebną odwagę, siłę i samodzielność. I na pewno ją znajdzie.

Tym różni się podróżowanie w teorii i w praktyce. To pierwsze syci się twoim strachem, a to drugie daje ci potrzebną siłę. I ta siła zostaje w tobie na zawsze".


Ten cytat to sedno tego, co czuję. Jestem rozerwana między obawą, a radością wyjazdu. Za dużo planuję, za dużo chcę przewidzieć. Nie umiem "iść na żywioł" - ten, kto mnie zna, wie, że muszę mieć wszystko idealnie zaplanowane. A TAK SIĘ NIE DA. Nie na tym polega życie.

Z drugiej strony, wiem doskonale, że kiedy jestem już NA MIEJSCU, ZAWSZE DAM SOBIE RADĘ. Każdy da. Wszędzie jest mnóstwo ludzi, którzy pomogą. Jeśli stanę przed problemem, to zaczynam myśleć i działać konstruktywnie. "Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście - nieodwracalna jest tylko śmierć" - cytując jedną z najmądrzejszych i najukochańszych mi osób.

Dlatego, mimo wszystko, WIERZĘ, ŻE BĘDZIE DOBRZE.
Nie ma co zamartwiać się na zapas.
Nie ma co planować zbyt wiele.

Jadę po przygodę językową, po doświadczenia, po nowe znajomości.
Lecę na wakacje. Praca tego typu to dla mnie najlepszy odpoczynek i reset po zakuwaniu na uczelni.

Jeśli się nie uda? Trudno. Londynu też nie traktuję jako porażki.
Człowiek się uczy. Coś ciągnie mnie właśnie w to, a nie inne miejsce. Idę za głosem serca.
Wierzę w przeznaczenie.
Być może mam tam przeżyć najpiękniejsze chwile?
A może  spotkać kogoś wyjątkowego?
Kto wie, czy zdarzy się coś, co odmieni moje życie?
A może mam po raz kolejny się "sparzyć" i przyjdzie mi stamtąd uciekać?

Mimo wszystko - warto. Warto próbować, by nie żałować.
Jak to mówią - będziesz żałować wyłącznie tego, czego nie zdążyłaś lub nie odważyłaś się zrobić, choć w głębi duszy chciałaś. :-) I tego się trzymam.

Każde zdarzenie, napotkana osoba, doświadczenie, choroba, sukces -
ABSOLUTNIE NIC NIE DZIEJE SIĘ BEZ PRZYCZYNY.
Łatwo to dostrzec dopiero po upływie czasu (i nie mam tu na myśli "optymizmu pamięci ludzkiej" *

Lecę więc na Maltę - tam gdzie frunie na tą chwilę moje serce. ♥


* optymizm pamięci ludzkiej - ciekawe, choć typowe dla człowieka postrzeganie przeszłości w stylu: "kiedyś były lepsze czasy, kiedyś miało lepszy smak" - zacieramy w pamięci to, co było złe, zaś staramy się wyróżniać pozytywne aspekty czegoś.