Tak blisko, a tak daleko...

Tytuł mówi sam za siebie.
I długość dzisiejszego wpisu.
Jedną ręką się pakuję,
w drugiej dzierżę notatki z Teorii komunikowania masowego.
Uczę się i uczę... i uczę... i nic z tego nie wynika.
Powtarzanie nic nie daje.

Wniosek?
Nauka nie wchodzi, bo wyjazd nadchodzi :-P




Seminarium już dawno zaliczone, ale TKM... tak blisko, a jednocześnie taaaaak daleko.

Najgorsza będzie niepewność wyniku, który jakimś cudem będę musiała ogarnąć już na miejscu w jakimś hotspocie :-P

Marzę o tym, by w miejscu (brak ocen) pojawiła się (w rubryce TKM) jakaś inna nota niżeli 2. Ucieszę się nawet z wielkiej soczystej trójki! Tak - ja też siebie nie poznaję, ale cóż... trzeba mierzyć siły na zamiary :-)

Koniec marudzenia.
Do roboty. Poczytam, wyśpię się. Jutro powtórzę, łyknę ziołową tabletkę na uspokojenie, przed 6 rano autkiem do Choszczna na pociąg. Kierunek Pyrlandia <3 . Egzamin - ostateczne starcie.

Damy radę. "Bo jak nie my, to kto?! O o O :-P "