Tydzień II - dziewiąty dzień na Malcie i trochę prywaty



Wczoraj pisałam o moich prywatnych procedurach antykryzysowych i nie minął cały dzień, a już musiałam je wdrożyć. Dodałam tylko jedną – niebywale istotną. Po pracy byłam padnięta „jak betka” i „wysuszona z tęsknoty za domem na wiór”. Kontynuując te obrazowe porównania, dorzucę jeszcze, że byłam „spocona jak dzika mysz” . Wszystko się skumulowało i wtedy nie trudno o smutki.

ZDECYDOWANIE ZA MAŁO ŚPIĘ. Jak nie pilnuję tego, to od razu wszystko idzie gorzej i źle się czuję. Jak następnym razem nastawię budzik o nieludzkiej porze, proszę – kopnijcie mnie z całej siły w tyłek, bym wróciła do łóżka.
Wczorajszy dzień od 9 do 18 ciągnął się niemożliwie, ale wzięłam ze sobą słowniczek angielskiego i powtarzam słówka. Czas szybciej leci i nie mam poczucia, że go marnuję. Manager przyszedł kilka razy i za każdym razem stresował, że dzisiaj przyjdzie szef-szefów (babeczka). Co to oznacza? Że wszystko ma błyszczeć, działać jak w zegarku i generalnie być na tip-top.

Wszystko super, tylko jak mam posprzątać, skoro:
a)      Nie mam do tego ani środków, ani ścierek, ani nawet durnych ręczników papierowych. Jedna ściera, której kijem by nikt nie dotknął to całe wspaniałe wyposażenie…
b)      Magda (nowa współlokatorka – studentka z tej samej agencji wyjazdowych praktyk), nosi ze sobą kupione przez siebie gumowe rękawice, ścierki… No spoko, tylko czemu ja mam wydawać kasę na takie rzeczy? Ja tu tylko pracuję, a powinnam mieć środki ku temu. Trochę mnie denerwuje to „wychylanie się” Magdy, bo po prostu przyzwyczai szefostwo i wszyscy tym sposobem będziemy musieli sponsorować hotel. Nie mam racji?
c)       Wszystko się klei, wilgotność powietrza i skwar sprawia, że na podłogach mamy powodzie i trzeba uważać, by ta praktyka nie skończyła się z nogą czy ręką w gipsie (o NIE!).

Czekałam cały dzień. Szefowa, nie przyszła... Manager powiedział, że mam się tylko cieszyć z tego powodu :-P
Po 18 zjadłam kolację ( do tej pory podziwiam, jak można jeść bekon i fasolę na śniadanie, na obiad kanapki, a na kolację – obiad… ale spoko, nigdy nie przywyknę do brytyjskiego systemu jedzeniowego), poskajpejowałam z rodzicami i poszłam wdrażać procedury antykryzysowe. Trening ("szóstka W") przy ulubionej muzyce, długi prysznic i mycie włosów, garść myśli Beaty Pawlikowskiej i SPAĆ!. Spałam jak zabita jakieś 8 godzin (rekord). Od razu inaczej patrzę na wszystko, mam siły i energię, by iść do przodu – z uśmiechem, radością i nadzieją, że będzie dobrze.

Musi być…

Dziś pozwalam sobie na odrobinę prywaty. W końcu mamy… DZIEŃ OJCA!
Korzystam z okazji i liczę na to, że może i mój Tata czasem tu zagląda. Kombinowałam na różne sposoby – wszystko na marne. Chciałam wysłać śliczną kartę – znalazłam genialną (co prawda po angielsku, ale niebanalna). Znalazłam pocztę, by wysłać, ale okazało się, że będzie „szła” tydzień/dwa. No i pewności, że dojdzie – nie ma. Postanowiłam wysłać więc czekoladowy telegram przez internet, znalazłam genialny z napisem z kostek czekolady: „Tatooo, kocham Cię – córeczka.”
Niestety – dostałam odpowiedź, że nie ma pewności, że dojdzie w Dniu Ojca. W takim razie – bez sensu. 
Dlatego, Kochany Tato, dostaniesz pierwsze życzenia publiczne na blogu i tym sposobem niech świat się dowie, że jesteś NAJLEPSZYM TATĄ POD SŁOŃCEM. Skoro cała rodzina wie, jak jesteś wyjątkowy, to inni też niech się dowiedzą i mi zazdroszczą !
DLACZEGO MÓJ TATA JEST NAJLEPSZYM TATĄ NA ŚWIECIE *(i nawet nie próbujcie się ze mną licytować, bo nie macie szans:-P !)? 

Bo miłość mojego Taty (i Mamy) jest dla mnie wszystkim. Wystarcza jej i dla mnie, i dla moich braci, i dla całej rodziny (w tym i wnuczki Kasi - naszego Skarbu rodowego:-).

Bo dzięki pracy mojego Taty, mogę delektować się tym...
... i tym <3


Bo na osiemnaste urodziny, dostałam od mężczyzny (Tatusia), taaaakie cudo!



Bo kocham wyprawy do lasu z Tatą, ale nie dla grzybów, a tylko dlatego, że mogę spędzić z nim czas :-) Mój Tata to znawca grzybów :-P

Bo oboje kochamy biały serek ze szczypiorkiem i rzodkiewką i wcinamy wspólnie :-)

Bo zawsze zabiera mnie na moje ulubione lody w Barlinku.

Bo nie jest wybredny i zje absolutnie każdy mój kulinarny eksperyment ze smakiem (nawet jeśli chałka okaże się CHAŁĄ:-). Wiecie co powie mój Tata? Że kocha zakalce :-P i zjada ze smakiem.

Bo jego uśmiech rozświetla każdy dzień.

Bo zapewnił mi rodzinne szczęście - nie wiem, czym sobie zasłużyłam na tak szczęśliwe dzieciństwo.

Bo jego uśmiech to coś więcej, niż uśmiech.



Bo z Mamą tworzą zgrany duet, wspaniałą parę, wzorowe małżeństwo i cały mój świat.

... bez komentarza - hehe - Basia - Król Lew po rozpleceniu warkoczyków :-P 


Bo mój Tata naprawi wszystko - nie wiem, gdzie on się tego uczył :-P

Bo to człowiek z honorem i klasą. Zawsze dotrzymuje słowa i jest do bólu uczciwy.

Bo jego dowcipy i poczucie humoru są niezawodne - bez tego w domu jest zdecydowanie bardziej ponuro :-)



Bo jest niesamowity jak to miejsce na zdjęciu :-) (Krzynki)



Bo mogę na nim polegać i pomaga mi iść przez życie.

Bo udziela się, gdzie tylko może. Poświęca w słusznej sprawie. Dba bardziej o wszystkich dookoła, niżeli o siebie.

Bo uczy mnie cieszyć się życiem - czerpać zeń pełnymi garściami i Jemu zawdzięczam "pociąg do podróżowania".



Bo z Nim wszyscy jesteśmy szczęśliwi.

Bo to człowiek o niezliczonej liczbie talentów, renesansowy umysł, uczył chyba wszystkiego, wspaniale pisze, maluje, śpiewa. Teleturnieje i krzyżówki rozwiązuje w mig - nie wiem, skąd Tata wie WSZYSTKO!


Bo to jedyny człowiek na ziemi, który nigdy nie narzeka. Wie, co jest ważne w życiu i tak też przez nie kroczy.

Bo ogarnia wszystko. A jako Dyrektor - jest na tyle niesamowity, że każdy człowiek (ale nie On) zwariowałby na jego stanowisku :-)

Bo kocha spać, a my kochamy jego polegiwanie na kanapie, kiedy to chrapie nam z Mamą podczas filmów i komentuje seriale, mieszając wszystkich aktorów i postacie :-D

Bo (wraz z Mamą), stanowią mój autorytet. Ciężko mi bez ich porad. Zawsze myślę, co oni by zrobili na moim miejscu i staram się tak działać - wiem przez to, że to, co zrobię, będzie uczciwe i dobre (w sensie - najlepszych intencji).


TATO. KOCHAM CIĘ NAD ŻYCIE,
BO DAŁEŚ I URATOWAŁEŚ MI ŻYCIE.

Po powrocie, otrzymasz prezent, a póki co - jedynie bukiecik moich myśli,
które dla mnie znaczą więcej, niż pakunek owinięty wstążką :-*

Dzisiejszy wpis, poświęcam Tobie, by cały świat dowiedział się, że mój Tata to osoba 
NIEZWYKŁA,
NIESAMOWITA
i NIEPOWTARZALNA.

Ściskam Cię dzisiaj czulej niż innych, bo to Twoje święto. 


Tymczasem Basia-worker wraca do zajęć. Jeszcze lecę łyknąć chwilę słońca, głęboko odetchnąć, napisać to i owo, przywdziać strój (biała koszula, plakietka-identyfikator), czarne spodnie/spódnica i czarne baletki), no i... DO ROBOTY, ludziska! Nie ma lekko :-D

Praca i tak lepsza od jej braku czy poszukiwań. Nie ma co narzekać. Cieszyć się tylko, że JEST i robić swoje. 

TO BE CONTINUED...