Wolneee! Tydzień II - dzień 11.

Miałam iść po pracy wczoraj prosto do łóżka. MIAŁAM. Nareszcie jednak zaczynam działać nie wedle ściśle ustalonego planu, a po prostu - chwilą. Bieżącymi wydarzeniami. Zdrowy spontan.
Kolega z pracy - Robert (już pisałam - "mój człek" :-), kazał mi przyjść do pubu po pracy, bo niby miał mi coś ważnego do przekazania. Nie mogłam za nic wydusić od niego, o co chodzi.
No więc poszłam... niby na chwilę.



Okazało się, że nie wzięłam ze sobą napiwków :-P, o których istnieniu nie wiedziałam (że są jeszcze takie ogólne - do podziału, nie tylko indywidualne). Miło ze strony chłopaków, że o mnie pamiętali, bo przecież mogli się podzielić moją dolą i tyle. Mówiłam Wam - KOCHANE ZIOMKI :-D.
Wcale nie taka mała ta moja dola... :-D Idzie do sejfu pokojowego - zbieram na lot nadwodny tym "czymś", co uwieczniłam na zdjęciu. To będzie dopiero przeżycie. Dobrze, że w lustrzance mam funkcję nagrywania video.

Trzeba się było porządnie zintegrować. Zostałyśmy więc z Madzią w pubie i obserwowałyśmy "swoich", ale tym razem z perspektywy klienta, czyli po drugiej stronie "lady" w pubie. Oni się uwijali i wymyślali nam jakieś "cudakowate" drinki. Dawno nie piłam alkoholu, a o dziwo nic nie zaszkodziło. Uczyliśmy się wspólnie swoich języków - po drinkach jakoś język się "rozwiązuje" i zdecydowanie łatwiej przyswoić (nie koniecznie trwale) to i owo.
Tak więc Basia czytała po hiszpańsku i włosku, poznawała też chiński i brytyjski angielski. CO do tego ostatniego, to gawędzić próbowałam z Brytolem, który na koniec mi i Magdzie postawił butelkę wina.
SMAK? Nie pytajcie nawet! Ale co tam, liczy się gest :-P
Dziś długo wyczekiwane wolne. Kiedy jest się w pracy prawie cały dzień, to człowiek czeka, kiedy wreszcie poleniuchuje, zrobi wielgachne pranie, posmaży się błogo na słońcu i poobserwuje normalne życie, które się toczy dookoła.

Mam jednak prośbę. Jesteśmy jako pracownicy zobowiązani wciskać gościom promocyjne wizytówki. Wszystko po to, by weszli na stronkę na nich podaną i napisali COŚ POZYTYWNEGO. Jeśli zapragniecie mi pomóc, możecie w wolnej chwili napisać na przykład, że pamiętacie miłą obsługę hotelu (Basię i Madzię - studentki w barze), albo że dzięki sympatycznym pracownikom (Barbara, Magda), aż chce Wam się odwiedzić (ponownie:-P) Blue Sea San Anton/ Santa Maria.
Myślę, że może to nam pomóc podciągnąć notowania u szefostwa :-)
Nie będę namolna, bo trochę to żałosne tak nękać ludzi (wiem, jak postrzegana jest reklama), ale jak macie ochotę wesprzeć - będzie mi miło i postaram się zrewanżować :-*


ZNANA STRONKA - www.tripadvisor.com -> Blue Sea hotel - SAN ANTON / Santa Maria Bugibba 
Dzisiaj popisałam z mądrą duszyczką o tym, że nie można umniejszać swojej samooceny. Pewność siebie (taka w granicach przyzwoitości), to coś, co przyciąga ludzi jak magnes, a nie odpycha. Zawsze należy próbować. Wyolbrzymiamy bowiem skutki ewentualnych porażek i to nas blokuje do działań. Czasami trzeba popłynąć z prądem - tak, jak serce nam dyktuje.

Wiele osób zagaduje mnie, że bardzo dobrze robię, korzystając z życia właśnie teraz. Póki nie mam zobowiązań, rodziny (własnej - w sensie męża, dzieci). Póki nie wiąże mnie stała praca. Póki mam chęci i siły, by spełniać marzenia. Jednocześnie podpytujecie, czy nie pojawia się ktoś na horyzoncie uczuciowym. Do niedawna była to dla mnie kłopotliwa kwestia. Dziś - nie mam oporów, by mówić otwarcie o uczuciach. 
1. Każdy w głębi serca marzy o pięknej miłości, o spotkaniu na swej drodze kogoś, z kim będzie chciał przejść przez życie. Ja pragnę, by osoba taka była głodna odkrywania świata (jak ja) oraz podróży. Musi być także kimś, z kim będę mogła porozmawiać o wszystkim, czyli inteligentna, błyskotliwa i optymistycznie nastawiona do wszystkiego. 
2. Jeśli człowiek jest w desperacji i na siłę chce się z kimś związać, to NIGDY nic dobrego z tego nie wychodzi. 
3. Jak szukasz na siłę - nie znajdziesz. Jak przestaniesz szukać - samo cię dopadnie.
4. Jak ktoś jest ci pisany - to się spotkacie. Jak nie - to nie - widocznie takie Twoje przeznaczenie, co nie oznacza, że jesteś skazany na samotność i cierpienie.
5. Miłość jest ślepa - przystojni nie zakochują się tylko w pięknych kobietach, a kobiety piękne nie szukają jedynie przystojniaków. Sfera uczuć jest tak pogmatwana, że zdrowy rozsądek tego nie ogarnia. Może to i dobrze? Chyba tak. Nie wszystko trzeba kalkulować - świat były zbyt przewidywalny i nudny. To, czy kogoś dosięgnie strzelba (! :-P) Amora, zależy... w sumie nie wiadomo od czego. Co to oznacza? Nie należy tracić nadziei... nigdy. 
6. Nie mamy wpływu, czy ktoś nas pokocha, ale możemy sprzyjać szczęściu i tworzyć okoliczności. Zamiast zamknąć się jak ja w czterech ścianach w książkach marnując młodość na swoje (podkreślam: SWOJE) chore ambicje, wyjść do ludzi! Rzucić głupoty i zabawić się od czasu do czasu. 

Ale odkrycie, prawda?
LEPIEJ PÓŹNO, NIŻ WCALE :-P

Niech to będzie przestrogą dla prymusów, "dziobaków" i "nadambitnych". Wyluzujcie. Polski system edukacji to DNO (podkreślam: SYSTEM!). Szkoda na to zdrowia i czasu, bo życie jest taaaaakie krótkie, a miejsc do odkrycia i wspaniałych ludzi tak wiele <3

 Zbyt wiele czasu straciłam.
Ale... jeszcze nie jest za późno, by coś tam naprawić.



Polecam fajną nutę, dla tych, którzy czekają na swojego "puzzla" :-)
Mietek Szcześniak - "Zaczekam". Kocham te pozytywne brzmienie.
Przesłuchajcie proszę - słowa mają MOC.

Do usłyszenia.

PS Moja duszyczko, Aniołku Stróżu - obiecałam, podpisałam krwią - wracam i na koniec września zaliczamy clubbing - rezerwuj jakiś termin.