40. dzień! Wolność i swoboda

Dzień wolny czasem potrzebny jest, by chwilkę przystanąć w biegu i złapać oddech.

Kiedy człowiek pracuje, jego myśli skupiają się na wszystkich sprawach, które musi ogarnąć.
Co załatwić, na którą być, co potrzebuje, czy zdąży... na relacjach z innymi, na problemach, troskach. Marzymy wtedy o chwili odpoczynku od tego wszystkiego.

Pragniemy wcisnąć RESET i uwolnić głowę pełną stresujących myśli. Odliczamy dni, godziny, minuty do wolnego. Właśnie tak płynie mi czas w barze na Malcie.

Kiedy zaś przychodzi upragniona wolność, ma to swoje blaski i cienie. Fakt - zalet jest więcej, ale jest też uczucie, które towarzyszy tu każdemu.

Dziś cudownie leniuchowałam. Wybrałam się po śniadaniu na porządny, długi spacer ulicami Bugibby.














W samo południe leżałam na plaży, mimo niemiłosiernego upału.

Uwielbiam tego papierosa, który przypomina o kulturze plażowania. :-) Boski!


Powrót jak zwykle należał do sklepików większych i mniejszych, do których uwielbiam zaglądać w poszukiwaniu jakiś wspaniałości.


A to sklep, który jest wyznacznikiem wszystkich tłumaczeń pod hasłem "jak dojść do..." :-) Używany w hotelu, na ulicy, wszędzie :-) Koło "bodyszopu" skręć w lewo/prawo... dalej idź... ;-P


Tak, to portfel. Pozdrawiam Anno, jeśli to czytasz... :-P


Przysiadłam na ławeczce przy placu głównym, by poobserwować toczące się maltańskie życie.





Chodziłam też ulubioną trasą (promenadą) wzdłuż wybrzeża i zachwycałam się widokiem przypływających kolorowych łódeczek i statków.






Z pół godziny poświęciłam na obserwację tego, co mnie czeka, czyli "lotu nad wodą". To musi być niesamowite uczucie. Warte 40 EURO - z pewnością nie pożałuję.



Rozmawiam chętnie nie tylko z polskimi towarzyszkami na Malcie, ale staram się "przełamywać" i próbuję w innych językach. To niesamowite, jak czasem odkrywam, gdy ktoś ma podobne przemyślenia do moich.
Podam przykład.
Podziwiam piękne krajobrazy Malty, mogę wybrać się na cudowne plaże, kiedy mam ochotę.
Mam szansę, której niektórzy nie doświadczają całe swoje życie, a mimo to, czegoś brak.
Jak w tej piosence Urszuli: "Czego wciąż mi brak, przecież wszystko mam. Obcy ludzie mówią, że - tak zazdroszczą mi. Czego wciąż mi brak, co tak cenne jest, że ta (...) myśl - rysą jest na szkle".

W dniu wolnym, wszystkich dopada nutka tęsknoty. Do tego dochodzi ogromna chęć podzielenia się tym całym pięknem i bogactwem z tymi, których kochamy. Tak bardzo chciałabym złapać tych, których kocham za rękę i przytargać ze sobą, by zobaczyli to, co ja widzę. By dotknęli i spróbowali tego, co ja. To jest właśnie poważna wada podróżowania samotnie. Żadne zdjęcia, relacje i kontakt nie są w stanie oddać tego, czym pragnę się podzielić.

Jak wspaniale byłoby być w bajecznym miejscu, ale z tymi, których kochamy!
To niestety niemożliwe.
Życie to nie bajka.

Tęsknotę staram się przezwyciężać na różne sposoby.
1.Pomaga mi otaczanie się ludźmi - nawet luźna rozmowa czy sama obecność innych uwalnia od złych myśli.
2.Wspieram się polskimi piosenkami :-) Jakiś taki sentyment. Wiecie co? Kiedy tak sobie pośpiewam po polsku to robi się swojsko i przyjemniej - to odkrycie tego tygodnia.
3. Pisanie - to zawsze sprawia, że wstrętne myśli jakoś ulatują. Kocham pisać.
4. Kąpiel - nielimitowana ilość wody powoduje, że siedzimy pod prysznicem z koleżankami, ile się da. Oglądałam ciekawy film, który tłumaczył, że podczas kąpieli pod prysznicem uwalniają się jakieś jony czy zachodzą reakcje chemiczne, które powodują, że poprawia nam się humor. Nie wiem, jak Wam, ale ja po kąpieli zawsze czuję się o niebo lepiej.
5. Spacer - nic lepszego na przewietrzenie głowy nie wynaleziono i nigdy nie zostanie odkryte.
6. Sen - kiedy jesteśmy zmęczeni, lepiej iść spać i z nowymi siłami stawić czoła nowym wyzwaniom. Po porządnej dawce snu, "natręctwa" pojawiają się rzadziej, a nawet znikają, bo zaczynamy myśleć konstruktywnie.

Mój autobusowy trip, czyli zwiedzanie Malty z perspektywy pasażera piętrowego autobusu muszę odłożyć na koniec sierpnia, bo temperatury obecnie są zabójcze. Bałabym się o swoją głowę i o aparat, który nagrzewa się zbyt szybko ostatnio. Dostosuję plany zwiedzania do warunków na wyspie, czyli: teraz pora na wszelkie plażowania, spacerki, obiekty zadaszone, wieczorne i nocne eskapady i rejs do Blue Lagoon oraz (może w połowie sierpnia) lot nad wodą. Koniec sierpnia i początek września należy do wycieczek całodniowych, kiedy słońce nie będzie już tak "ostre", jak teraz. 

Rejs na Comino planuję w przyszłym tygodniu, ale zależy to od grafiku w pracy, który jeszcze nie jest rozpisany. Czekam, by zobaczyć ten błękitny raj. Zastanawiam się, czy nie wybrać się dwa razy. Raz - z lustrzanką, a innym razem - bez.
Z jednej strony - chcę mieć pełną dokumentację :-) (na caaaałe życie),
z drugiej - popluskać się, opalić i zrelaksować bez obaw o cenne rzeczy i przegrzanie aparatu.
Tak zrobię! Na to akurat nie ma co szczędzić kasy! Są pieniądze, trzeba choć troszkę wydać, by potem nie żałować :-P

Przepraszam za marną jakość - dziś zdjęcia wykonane telefonem.
Zostawiłam wczoraj instrukcję dla kolegi, co by nie martwić się, że jutro braknie mi piwa :-), by napoić tłumy.
Pracuję w BTH do końca tygodnia od 13-15 i 18-21. Od 21 do północy serwuję zaś w jednym z dwóch barów (zależy co i gdzie się znów popsuje - nie żartuję :-P ).

TO BE CONTINUED...

PS Uczę się cwaniactwa. Potrzebne, by przetrwać.