42. dzień kończący VI tydzień na Malcie! Pozostało 50 dni!



Przeżyłam kolejny dzień. Sukces! Jestem zdrowa (prócz tego, że zaczął „łupać” mnie ząb), zwarta i gotowa do pracy oraz świadoma nowych wyzwań. 

 Zakup lustrzanki, to była inwestycja na przyszłość. Jeśli kochacie robić zdjęcia, a wahacie się -
 nie zwlekajcie. Warto! :-)


Dzisiejsza niedziela w pracy kończy szósty tydzień mojego pobytu na Malcie. 

Na blogu numeruję dni tak, aby ktoś, kto czyta moje posty, mógł po kolei śledzić relację, ale…
to tylko efekt „uboczny” innego zamiaru. 
Chciałam sama dla siebie odliczać, ile już „za mną”, zamiast myśleć – ile dni pozostało do powrotu do domu. Rozmyślanie o dniu odlotu to tak, jakbym tu była za karę, a przecież nie jestem. 
To był mój wybór. Świadoma decyzja, której nie żałuję ani trochę. 

Zbliżam się jednak do tej magicznej liczby, która będzie oznaką, że osiągnęłam półmetek. Wówczas bardzo dobrze być świadomym, że do końca przygody pozostało „tyle i tyle” dni, aby zrealizować plany zwiedzania. 

Nie rozstaję się z moim grubaskiem - kalendarzem dobrych zdarzeń :-)
Wczoraj z wypiekami na twarzy czekaliśmy na nowy grafik. 
Doczekaliśmy się. Rozpiska spoczywała w Irish Pubie aż na 3 tygodnie do przodu! 
To ze względu na „szczyt sezonu”. Pełna mobilizacja. Strategia i do boju! 

Pokażę Wam, jak wygląda taka rozpiska na jeden tydzień dla dwóch z trzech hoteli. 
A co tam… toż to żadna tajemnica… zresztą – żadnych klauzul poufności nie było.


Grafik jest dość sprawiedliwy – „misz masz” sprawia, że nikt nie czuje się pokrzywdzony. 
Każdy ma w miejscu, które lubi mniej i bardziej. Rotacja jest duża. 
Pozostaje tylko solidna robota i uczciwość wobec zespołu. 
Ja pomogę tobie, a ty mi. 
Ja posprzątam, ale ty też posprzątaj po swojej zmianie. 
Oby jakoś to działało.

Na wpisy coraz mnie czasu, bo w pracy siedzę coraz dłużej, temperatura rośnie i zmęczenie się nasila. Zawsze dziwiłam się, po co jakaś tam „siesta”. Teraz już wiem, że w ciągu dnia upał powoduje, że w południe człowiekowi chce się spać tak bardzo, że czasem nie idzie tego powstrzymać. Goście hotelowi chwalą się i wymieniają między sobą zdjęciami, kiedy któryś z pracowników „odpłynie” na moment ze zmęczenia i „przytnie komara”. 
Pewnie, że się zdarza! 

Wczoraj w pracy w BTH popsuła się maszyna odpowiedzialna za ciśnienie piwa (chyba coś jest nie tak z gazem). Tak czy inaczej, modliłam się, aby nikt nie zamówił CISK-a (piwo lokalne z beczki). 
 Dwie osoby były chętne, ale spokojnie wytłumaczyłam, że „nidyrydy”. Nie rozpaczali całe szczęście i grzecznie zamówili sobie „Sprite”. 

A to właśnie "mój świat" w BTH z perspektywy serwowania :-)
Zgłosiłam oczywiście managerowi, ale stawiam wszystko, że naprawa potrwa jakiś tydzień (co najmniej), czyli już nie na mojej zmianie. 
Padnie na Sylwię, która cały tydzień ma w BTH. No i… ma dziewczyna jak w raju. 

Wszystko jej przyniosłam, bo nie było tam nic. Soki, wody, kubki, ścierki, środek na insekty, słomki, worki na śmieci, ścierki, płyny… wyszorowałam wszystko i doprowadziłam tam do minimalnego porządku. Doczyściłam, co się dało – nie oszukujmy się, że brud zalegający od kilku lat da się łatwo usunąć. W większości wszystko jest tak zaniedbane, że szkoda moich nerwów, skoro zostało mi 50 dni pobytu. 
TAK! 
Jutro rozpocznę siódmy tydzień i jednocześnie zostanie mi 7 tygodni (49 dni).

Dzień wolny dopiero w czwartek. Oj, zleci… zleci. W pracy – niczym błyskawica.
Jestem silna – dam radę.


 

Z życia hotelowego - (poniżej zdjęcie hotelowego korytarza):

* Polaków przybywa - jesteśmy wszędzie! Na plażach, na ulicach, w hotelach - Malta podbita. Szczerze - nie cieszy mnie to zbytnio. Są miłe sytuacje, ale są też okropne. 
Gdy goście dowiadują się, że jestem z Polski i pracuję w barze, od razu usłyszałam od pewnych panów: "A gdzie dziś cię znajdziemy? Nie mamy all inclusive, ale drinki za darmo będą, co?" ŻAŁOSNE. 
Sępstwo i nic więcej. 
Pewnie, że nie będzie! 
o pierwsze - z jakiej racji. 
Po drugie - nie znoszę buractwa. 
Po trzecie - kto za to zapłaci? 
Po czwarte - wszyscy patrzą nam na ręce, a ja jednak chcę tu jeszcze popracować. 

Tomek miał rację - lepiej absolutnie siedzieć cicho i obsługiwać po angielsku. Nie przyznawać się do tego, skąd jestem, choć to smutne. 
Bardziej smutne jest jednak zachowanie niektórych przyjezdnych Polaków, który arogancją często dorównują Brytolom. Podam Wam jeszcze jedną moją osobistą obserwację - może i krzywdzącą, ale prawdziwą z perspektywy tych 6 tygodni. 
Podchodzi dziecko np. z Danii, Szkocji, Rosji, Niemiec i zaczyna lub kończy zamówienie od "PLEASE" - proszę.
Podchodzi dziecko brytyjskie (nie każde, ale często mi się zdarza) i woła: "I want..." - ja chcę. Żadnego tam "proszę", czy nawet "chciałbym"... ("AJ ŁONT E KOŁK") - chcę colę. 
Rodzic tego młodego człowieka zwykle zamawia w dokładnie ten sam "kulturalny sposób". 
Jaka mać, taka nać.
Proste.
Świata nie zmienię. Nie próbuję nawet tak jak moi koledzy "nawracać" takich dzieci. Robert dla przykładu mówi, że bez słowa "proszę" - cola kosztuje 5 EURO :-P Czasem działa, ale... na krótką metę.

* Z ostatniej chwili:
Wczoraj manager chwalił się, że od jutra będzie pracował nie tylko jako manager baru, ale i będzie w recepcji. Bo jak sam powiedział: "To proste. Bułka z masłem. Jestem silny, dam radę. Chcę." 
W praktyce to oznacza, że teraz już kompletnie nie będzie pomocy i dostaw na czas. 
Nie ogarniał już ostatnio, a teraz to kaplica. 
Nie skomentowałam jego decyzji, ale wiem, że to tragedia (szczególnie teraz). 
Do czego zmierzam? Wyobraźcie sobie, że piszę teraz post na bloga w recepcji.  
Wyszłam na chwilę po ładowarkę do pokoju i koleżanka mi mówi, że goście są wściekli. 
Dlaczego bar przy basenie jest zamknięty? 
Już godzina prawie jedenasta, a bar powinien działać od 10:00! 
Sprawdziłam grafik. Mój manager powinien dziś serwować w Santa Maria, podczas gdy siedzi sobie w recepcji. 
Mówię mu zatem, że wedle rozpiski, dzisiaj powinien serwować w Santa Maria Pool Bar. 
On odpowiedział: "O fuck!"
Zapomniał.
Mówiłam - nic nie ogarnia.
A wiecie, co by było, jakby to zapomniał o zmianie ktoś z nas - pracowników/studentów?
...
Ale co tam. Kto szefowi zabroni...
 
TO BE CONTINUED…


Najlepsze życzenia z okazji Imienin. Każdej Annie, którą znam, wszystkiego najlepszego!