47. sądny dzień :-) Nie złamie mnie nic!



To będzie najkrótszy wpis pod słońcem. Wbrew mojej naturze.
Powód? Prosty.
Pracuję dziś od godziny 8 rano, skończyłam o 21:05. 

To mój zepsuty komputer - tzn. zepsuta kasa - komputer na chodzie, ale system nie.
Nie czuję żadnej części swojego ciała. Jakbym unosiła się nad podłogą. 
Siadłam przez cały dzień na tyłku może na 2,5 minuty. 
Na nogach popękały mi naczynka – wygląda to okropnie. Niczym nogi owładnięte żylakami. 
FUJ. Swędzi jak cholera.

Zaczęłam o 8, ponieważ mój poprzednik z wczoraj zostawił w miejscu pracy taki (za przeproszeniem) SYF, że sprzątałam godzinę. 

Kolejną godzinę błagałam na kolanach wszystkich, by pomogli mi przytachać piwo i beczki z napojami gazowanymi. Kiedy zaś udało mi się po 45 minutach "siłą szefostwa" zaciągnąć kogoś do roboty, to okazało się, że żadne napoje gazowane nie działają – tzn. maszyna nie działa. 
Wezwaliśmy fachowców. Jeden przyjechał. Postukał, popukał. Naprawi MOŻE jutro. 

Cały dzień musiałam słuchać narzekań klientów, że nie napiją się dziś za darmo coli, fanty, sprite’a, ani wody gazowanej. 
Jedna brytyjska rodzinka (pokaźnych rozmiarów – w każdym sensie) wpadła w histerię, że nie ma coli. Po prostu mało mi się nie rozpłakali. (Dodam tylko, że potrafią podchodzić do mnie w ciągu kilku godzin dziesiątki razy i zapijać się tym świństwem na umór). W duchu wrednie się śmiałam, że dzisiejsza awaria wyjdzie im na zdrowie. 
 Do wyboru zostały więc woda, soczki, wino, piwo i alkohole.

Zyskałam miano wręcz „czarownicy”, bowiem przed moją zmianą wszystko się psuje. 

Mój manager śmieje się, że faktycznie zawsze pada na mnie. Zgadzam się.
Próbowałam znaleźć jakąś zaletę dzisiejszej awarii...
Pomyślałam najpierw – fajnie! Nie ma napojów gazowanych – mniej roboty!
GUZIK! 
Maszyna do soków działa w ten sposób, że trzeba nacisnąć z całych sił lekko popsute guziki (jeden malutki kubeczek soczku to cztery naciśnięcia). Proszę sobie wyobrazić, że soki szły dzisiaj jak woda. Bardzo ciężko zmienia się pojemniki z koncentratami tych soków, więc nie czuję rąk. 
Od naciskania guzików, moje kciuki są tak spuchnięte, jakby mnie pożądliły jakieś osy. 

Dzisiejszy dzień to był horror. Naprawdę horror w czystym wydaniu. 
Wszystko się psuło. 
Wszystko pod górkę. 
 Mało tego – miałam takie kolejki, że nie mogłam nic zjeść od śniadania do godziny 17. 
Przez pół minuty nikt nie podchodził, więc nabazgrałam kartkę: „ZARAZ WRACAM”. 
Miałam wszystko w nosie, bo konałam z głodu. Wystawiłam kartkę i poszłam normalnie jak człowiek zjeść. Należy mi się przerwa! Przecież to chore! 
Pomyślałam, niech sobie stoją i czekają, niech się wali i pali, a ja na spokojnie idę usiąść i zjeść!

Goście wściekali się i komentowali brak napojów, ale najgorsze było to, że awanturowali się z innego powodu. Wczoraj pracował w Santa Marii Jose (czytaj: Hoze), nowy pracownik. 
Nic nie czai, bo słabo mówi po angielsku. Wydawał gościom piwo z friko, mimo że nie wykupili „all inclusive”. Dzisiaj się wykłócali, że muszą płacić, a wczoraj nie musieli. Jak to? Tłumaczyłam, że nowy pracownik nie wiedział i się pomylił, ale oczywiście nie docierało. 
Miałam dosyć – nie dyskutowałam. Byłam twarda i nieugięta. Miałam rację, więc płacili.
Zgłosiłam managerowi, że musi wytłumaczyć Jose’mu, że nie może dawać za darmo gościom piwa, bo chyba nie rozumie „systemu”. 
Manager śmiał się tylko, bo wie, że Jose nie ogarnia jeszcze. 
Trudno, co się naużerałam dziś, to mój problem.

Coś pozytywnego?
Zastanówmy się… Dostałam nowy uniform. Dwie koszulki polo. Mam się cieszyć? Nic z tego. Gorąco w tym jak w futrze. Pocę się jak dzika mysz. Najmniejszy rozmiar jaki mieli to „S” (small). Tonę w tej polówce. Mi potrzebna jakaś XS-ka, a w przypadku tego "szycia" nawet XXS-ka… Makabra.


Szukajmy dalej czegoś pozytywnego… może znajdziemy?
1.Dostałam napiwek – malutki, ale każdy cieszy.
2.Przeżyłam 47. dzień na Malcie i nie zanosi się na kryzys.
3.Jutro mam wolne.
4. Czas leci, nie mam chwili, by tęsknić, bo padam ze zmęczenia jak „betka”.
5.Kocham życie. Kocham kontakt z ludźmi. Kocham te miłe chwile, kiedy klienci mnie chwalą. Lubię, kiedy klienci mnie doceniają i odwzajemniają uśmiech.
6.Padam, ale mam satysfakcję, że dzielnie daję sobie radę.

TO BE CONTINUED…

PS Nie jestem przesądna - ani trochę! :-) Ale dzisiaj zamieńcie w dacie trójkę z jedynką i mamy odpowiedź :-P