27 - niewiele do końca

Uwielbiam robić bliskim prezenty. Samo wymyślanie tego, kto z czego najbardziej się ucieszy - sprawia mi nie lada frajdę.

Z Malty nie przywiozę pewnie wielu upominków z kilku powodów.


Po pierwsze: ogranicza mnie limit bagażu w Ryanairze.
Po drugie: finanse.
Po trzecie: nierealne jest kupić coś każdemu, a boję się, że ktoś mógłby poczuć się pominięty.

Co robić?

Stawiam zatem na drobiazgi.





Postaram się upolować coś typowo maltańskiego, ale łatwego do przewiezienia. Coś niebanalnego, ale prostego. Liczy się przecież nie tyle sam prezent, ale pamięć o kimś.

Jedno tylko zdradzę - dla Rodziców mam w zanadrzu coś absolutnie wyjątkowego, by wreszcie podziękować im za wszystko, co dla mnie robią.

Wstałam dziś bardzo wcześnie wyspana jak nigdy. Wczoraj po całym dniu ciężkiej (naprawdę ciężkiej!) pracy miałam jeszcze rozmowę z managerem. Poprosił mnie o przysługę. W tygodniu miałam mieć bowiem wolny wtorek (dzień dzisiejszy) i piątek. Mam zadanie bojowe - zastąpić kogoś w piątek podczas lunchu od godziny 13-14:30 w hotelu TBH (The Bugibba Hotel - ten oddalony 10 minut drogi od mojego hotelu).

Wahałam się, czy się zgodzić. W końcu to mój dzień wolny! Należy mi się odpoczynek! Wykorzystałam jednak swoją szansę i zawarłam świetny pakt.
JAKI? Otóż...
idę w piątek rano na plażę i smażę się do południa. Stamtąd lecę do TBH i serwuję podczas lunchu, ale za to... mam 3 dni wolne z rzędu przed wylotem do domu! Cudownie <3 ! Oznacza to, że 11, 12 i 13 września (*13 mam wylot po południu) spokojnie mogę się przygotować do powrotu do Polski!
Jak dla mnie - znakomity układ.

Zaraz zabieram się za szukanie dobrej oferty wycieczki po Gozo i wypisywanie kolejnych pocztówek do Polski. Czekam dziś również na nowy grafik na kolejny tydzień w pracy. Muszę zrobić wielgachne pranie, ale... najpierw plaża. Właśnie piję sobie kawkę z polskim mlekiem (TAK! Mamy tu w hotelu tylko polskie mleko z kartonu z Mlekovity <3 ) i kombinuję maila po angielsku do pana, który na Golden Bay ma szkółkę pływacką i zajmuje się też wszelkimi sportami wodnymi. Kazał mi się "przypomnieć" i być może uzyskam jakąś małą zniżkę na mój lot nad wodą. Mam namiary - trzeba próbować.

Zjem szybkie śniadano i pędzę na plażę posmażyć się do południa na słoneczku i przespać na plaży. Biorę tylko telefon, okulary i ręcznik.
Dziś dzień regeneracji.
Należy mi się.
Czekam niecierpliwie na koniec sierpnia, kiedy to "dzieciarnia" pójdzie do szkoły i skończy się nakładanie 189173789789 gałek lodów. Wrzesień w hotelu stoi pod znakiem lekkiego wzrostu liczby gości w hotelu, ale (całe szczęście!) jedynie młodych par (bezdzietnych) i ludzi starszych. Wolę serwować drinki niżeli łamać kręgosłup przez te okropne topiące się w sekundę lody. Uwierzcie - nałożenie lodów o konsystencji półpłynnej dziwną łyżką to prawdziwy wyczyn. Nałożenie tego ustrojstwa trylion razy dziennie - to już mistrzostwo.


Nie narzekam. W zamian za ten mistrzowski poziom mogę odkrywać piękno Malty i delektować się słońcem. Jest cudownie! Będzie jeszcze lepiej. Nowe dni, nowe wyzwania, nowe przygody.

TO BE CONTINUED...

PS Wczoraj dostałam porządne napiwki za (uwaga!) 'very good service' :-) Dumna! HA!