Pozostał miesiąc! :-)



Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy kochają pochmurne deszczowe dni, chociaż… znam takie osoby. Mówią, że okrywają się wówczas kocykiem i - popijając gorącą czekoladę – oddają się całkowicie ulubionej lekturze. Nie przekonuje mnie nawet tak przyjemne wykorzystanie „niepogody” – czuję się wówczas „uwiązana”. Deszcz był moim wrogiem. 

Aż do wczoraj.


Teraz rozumiem. Punkt widzenia zależy od punktu „siedzenia”. Kiedy „siedzisz” za barem przy basenie – deszcz to prawdziwe zbawienie.

Przygotowywałam rano swoje miejsce pracy i nagle zaczęło się chmurzyć. Magda miała mieć zmianę cały dzień w San Anton (moje znienawidzone miejsce), ja zaś – w Santa Marii. 
Zacierałyśmy rączki, by przylało. 
Dlaczego? 
Deszcz = mniej gości przy/w basenie = mniej klientów = mniej pracy.

Kiepsko spałam, więc kiedy się rozpadało, mogłam odpocząć w pracy (od pracy :-P ). Pouczyłam się angielskiego. Poczytałam. Posprzątałam na błysk wszystko z nudów. Do południa sporadycznie pojawiali się klienci, ale generalnie to był wymarzony poranek relaksacyjny. (Niestety nadrobili swoją nieobecność z nawiązką po południu - wszytko mnie boli :-P .) 

Niecierpliwie czekam na wtorek. Dzień wolny  to mój czas na „maltaindżoin” (czerpanie radości z odkrywania Malty). Oby pogoda dopisała i nie padało. Na razie mam wielkie szczęście i deszcz pojawia się w godzinach pracy. 
Taki deszcz to ja rozumiem. ;-)

I TAK WŁAŚNIE POKOCHAŁAM DESZCZOWE DNI.
Bo teraz rozumiem, że:
1.Takie dni też są potrzebne.
2.Osoby pracujące mają niekiedy swój „interes” w tym, by popadało i przepędziło klientów (na przykład z terenu przy hotelowym basenie :-P ).

Do powrotu zostały mi 4 tygodnie. To oznacza 8 dni wolnych. W praktyce – 6. Poprosiłam, by w ostatni dzień (czyli w dzień wylotu o 17:45) i przedostatni dzień mieć wolny. Chodzi mi o spokojne spakowanie się i zważenie bagażu, załatwienie formalności i pożegnanie z osobami, które tu polubiłam.

Jak zagospodarować „OFF-y”? 
***Lot nad wodą – nie przepuszczę. Jeden dzień poświęcę zatem na podróż do Golden Bay i spełnieniu swoich marzeń sennych. Śniło mi się bowiem w poprzednie wakacje, że latam. To było tak mistyczne przeżycie, że kiedy się obudziłam, płakałam… Podczas snu czułam, że najzwyczajniej w świecie frunę jak ptak. Jakbym unosiła się i obserwowała wszystko z góry. Przypuszczam, że mogłam odbyć nieświadomie podróż astralną. Polecam poczytać o tym – bardzo ciekawa sprawa. Wpiszcie w wyszukiwarkę i sprawdźcie w wolnej chwili. Niektórzy twierdzą, że można to wyćwiczyć i nauczyć się „wyjścia z ciała”. To tak, jakby dusza oderwała się od fizycznej skorupki i unosiła nad ziemią. Nie wiem, czy odbyłam podróż astralną, ale jestem pewna, że ten wakacyjny sen był najpiękniejszym w moim życiu. Tylko… czy to był sen, skoro odczuwałam wszystko zmysłami (powietrze, zapach …)?
Coś niezwykłego.
Zastanawiam się, co poczuję lecąc nad wodą? Być może podobną radość, wolność, lekkość? Okaże się już niebawem. 

***Jeden dzień poświęcę całkowicie na wyprawę autobusem. Wybiorę chyba trasę zwiedzania południowej Malty. Zatrzymam się wówczas dłużej przy Błękitnej Grocie i wykupię tam wycieczkę łodzią po jaskiniach. Zobaczę także inne oblicze maltańskiego krajobrazu – niezwykłe klify i zatokę, której nazwę wymawia się „marsaszlok” (nie chcę kaleczyć pisowni, nie pamiętam :-P).

***Bardzo chcę jeszcze wybrać się na Gozo i Comino, ale dopiero obmyślam plan, jak to zrobić, by zredukować koszt takich wypraw. Na Comino – najtańsza opcja to 14 EURO za sam transport, ale mam pewien pomysł... Co jak co, ale te 2 miesiące nauczyły mnie kombinowania, więc może i tym razem coś „wymodzę” :-) .

***Postanowiłam również dzień wolny poświęcić na zakupy upominków dla najbliższych oraz nagrodzić siebie najpyszniejszymi lodami/jogurtem mrożonym czy innym wspaniałym deserem jakiego zapragnę. Usiąść w prawdziwej kawiarni/lodziarni z pięknym widokiem na morze i delektować się ostatnimi chwilami na Malcie. Przyjemna opcja przedwyjazdowa.

***Pragnę także odwiedzić kuzynkę przed odlotem i podziękować jej za wsparcie. Kochanej Sandrze dziękuję już teraz. Obecność i bliskość rodziny oraz pewność, że w razie problemów mogę tu na kogoś liczyć jest najcenniejsza!

Pomysłów na wykorzystanie wolnego mam wiele. Oby udało się zrealizować te najważniejsze.

***
Pora na obiecaną fotorelację z zakupowego szaleństwa w stolicy Malty i nie tylko. 
Dzięki mojej legitymacji studenckiej zobaczyłam za jedyne 3,5 EURO niesamowitą Katedrę św. Jana. Wy zaś – dzięki temu – możecie obejrzeć jej wnętrze na blogu całkowicie za darmo :-) . To się nazywa biznes :-P
ENJOY!

































































Wejście do katedry - a właściwie - kolejka PRZED :-)




Znakomity przewodnik w wybranym języku, który oprowadza nas po katedrze :-)






















































TO BE CONTINUED…