3 TYGO... 21 DNIE :-) I fruuu...



Potrzebuję dnia wolnego jak powietrza. Jestem wykończona. 

Dawno nie było takiego „młynu” w Santa Marii. 

Nie mam czasu wyjść do toalety. Nie mam czasu zjeść. Nie mam czasu podrapać się po głowie. 
Nogi mi odpadają i jedna myśl trzyma mnie przy życiu. JUTRO WOLNE! 
Pranie, spanie, opalanie. 

W hotelu coraz gorzej:
·        * Jedzenie okropne – byle taniej; o świeżości nie wspomnę, bo wszystko jest źle przechowywane,
·        * Toalety – popsute,
·        * Maszyna do rozmieniania pieniędzy (która potrzebna mi – jako kasjerki – jak tlen) – popsuta,  
·        * Światła w ubikacjach – popsute,
·        * Internet – w Santa Marii nie ma i nie będzie (pytałam) – limit transferu się wyczerpał i hotel nie wykupi kolejnego, bo za dużo ludzi ściąga muzykę, filmiki… koniec swobodnego kontaktu ze światem,
·        * Internet w San Anton – wstaję codziennie bladym świtem, by odczytać wiadomość od Mamy i szybko wrzucić jakieś info na bloga, by Rodzinka wiedziała, że żyje i mam się dobrze – czasem o 5-6 rano zrywa mi połączenie co minutę i muszę kombinować jak jakiś haker, by cokolwiek zapisać. W ciągu dnia surfowanie w sieci jest nierealne (za słaby transfer, za dużo ludzi, beznadziejny dostawca usługi). Wieczorem dziesiątki osób pragną wejść na Facebooka, zatem można pomarzyć o tym, by jakakolwiek strona się załadowała (wczoraj próbowałam 55 minut!).


Biadolić dalej? 
Nie ma co narzekać – trzeba się pogodzić z tym, co jest. 

Uwielbiamy narzekać na polskie drogi, na komunikację, na brak oznakowania remontów. Zapraszam narzekających Polaków na Maltę :-P
Nie poddam się, widząc metę. Finiszować należy w dobrym stylu :-P . 

Zawsze chwytam się jakiejś pocieszającej myśli: 

·         Słońce świeci, deszczu i chmur – brak.

·         Temperatura powietrza mi osobiście odpowiada.

·         W pracy „sajgon”, ale przynajmniej stres mnie nie przytłacza (to, co znane – nie przeraża),
·         Recepcjonista ma zmiany w Santa Marii (!) :-) Dziś odwiedzałam go kilka razy, a to zapytać o coś, a to przynieść mu kawę :-P 

·         Wolę Santa Marię od "San Antona".

·         Nie muszę martwić się o to, co założyć do pracy, bo obowiązkowo mam przywdziać swój mundurek i plakietkę z imieniem (to duuuuże ułatwienie dla kobiety – oj, uwierzcie – szczególnie dla mnie :-P).

·         Mam załatwiony darmowy transport na lotnisko.

·         Niebawem zobaczę Rodzinkę, wrócę do Domku. 

·         Mam odłożone oszczędności, by kupić Bliskim jakieś drobiazgi (uwielbiam wymyślać, co każdemu z osobna sprawi największą frajdę).

Na zdjęciu wyroby ze szkła - popularnej firmy maltańskiej

·         Jestem zdrowa, jestem sprawna, towarzyszą mi dobre myśli i uśmiech 
– mam siłę = MOGĘ WSZYSTKO!

O czymś zapomniałam?
Chyba nie… Jak widać, lista plusów „przytłoczyła listę narzekań”.
Rachunek jest prosty. Pozostaje tylko cieszyć się, że tu jestem. 
*Mimo wszystko.*

Niechaj ktoś spróbuje dziś na coś się skarżyć. Już ja przylecę i zrobię z Wami porządek! 
Doceńcie też, że macie dostęp do internetu i możecie to teraz swobodnie przeczytać, zamiast wstawać o 5 rano i koczować potajemnie w biurze szefostwa.

TO BE CONTINUED…

PS Byle przetrwać dzień dzisiejszy i… OFF! Od wolnego – do wolnego. Jeszcze 3 tygodnie i SWEET HOME! Dziś śmigam z Sylwią potańczyć po północy :-)
A takie "fury" parkują koło Cropsona :-P


Zapraszam na przejażdżkę :-P