57.dzień - tęsknota i podbój Gozo & Comino

Wszystko spakowane. Zwarta i gotowa mogę ruszać na podbój Gozo i Comino. Aparat naładowany i tylko czeka na piękne widoki.

Wrócę późno, więc relacji można spodziewać się dopiero jutro (w częściach) z racji:
- dostepu do internetu (niezależnego ode mnie),
- pracy, pracy, pracy,
- godzin powrotu i zmęczenia upałem
...

Zaczynam powoli tęsknić. Wspominałam już, że w czasie wolnym tęsknota się nasila - w robocie nie ma czasu na zastanawianie się nad czymś innym nie związanym z pracą.
Wczoraj wieczorem zapragnęłam przytulić moją Kasieńkę i Rodziców. Poszłam odwiedzić Magdę, która cały dzień serwowała w Santa Marii i zjeść z nią kolację. Biorę talerz, podchodzę, a tam...
nie wierzę!
Dynia makaronowa!
Mamoooo!
Witam w domu. Kocham!
Mała cząstka Domku na Malcie, która miała osłodzić tęsknotę i osłodziła.

Będzie doooobrze.
Już niewiele zostało i naciesze się Wszystkim i Wszystkimi.

Kocham Was.

Pozdro z hotelowej recepcji :-)

Strefa wi-fi w recpecji :-) Rano - pustki. Internet time!
Idę na śniadanie i podbój kolejnych pięknych miejsc.

TO BE CONTINUED...