61.dzień wolny na Malcie, 31.do wykorzystania... w pełni!

Zdenerwowałam się wczoraj, bo osoba, która czuwa nad sprawami mojej wypłaty przyniosła mój czek Magdzie i stwierdziła, że mam jednak jechać i spróbować wypłacić kasę z banku, mimo że w nazwisku "zjedzono" mi literkę i jestem bez "Ń".


Nie chcę jechać bez sensu i tracić 4 EURO tylko po to, by odstawiono mnie z tym cholernym kwitkiem bez pieniędzy.


Wpadłam na pomysł, że skoro dziś mam wolne, to może po prostu pojadę do oddziału banku LOMBARD w stolicy i przy okazji pozwiedzam znowu Vallettę i jej okolice. Mam wolne! Czemu nie? Miałam przecież i tak zajrzeć do najsłynniejszej katedry i muzeum (jeden kompleks), w którym nie byłam poprzednim razem. Mogę też odwiedzić miejsca pominięte wcześniej i pojechać później na południe Malty.

Baterię do aparatu naładowałam w nocy. Transport wykombinowałam do stolicy za darmo. W godzinach 9 -10 taxi zawiezie mnie po znajomości, gdzie chcę :-) Bank jest na ulicy Republic Street 67, więc trafię bez trudu. Do BUS STATION również dotrę, gdybym chciała jechać później do Blue Grotto, albo gdzieś indziej.

***

Wczoraj w pracy - jak to w pracy. Zmiana od 13-15 w innym hotelu (The Buggiba Hotel) ciągnęła się straszliwie, bo na lunchu była garstka ludzi. Całe szczęście spotkałam pracujące tam cały dzień Elę i Patrycję, więc pomagałam im w ich restauracyjnych obowiązkach. Z nudów. Później wróciłam do swojego hotelu i wykończona brakiem klimatyzacji w TBH i spacerkiem po dworze przy 34 stopniach - padłam do łóżka na godzinkę. Drzemka dobrze mi zrobiła.

Od 18-21 ponownie pracowałam w upalnym TBH, ale tym razem nie nudziłam się. Ludzi przewinęło się sporo. Wszystko tam muszę serwować w szkle, więc naczyń do mycia miałam sporo, utarg też całkiem niezły jak na to "wymarłe" miejsce. Pędem przybiegłam do swojego hotelu, gdzie od 21 do 22 serwowałam w San Anton, a potem od 22-24:15 pomagałam w "Molly Pubie".
W miarę spokojnie, gdyby nie walka z durnym zepsutym ekspresem :-P :-)
Zawsze coś...
:-P

Miałam jechać do Paceville, ale ludzie pojechali wcześniej i mnie zostawili. Może to i dobrze, bo byli już za mocno wstawieni, bym zdążyła dorównać do towarzystwa poziomem "uradowania". Szczerze - po północy i tak totalnie padałam z nóg, więc może to i dobrze, że wyspałam się przed dzisiejszą wyprawą i zwiedzaniem, zamiast chodzić po stolicy niczym "zombie".

Obiecałam kolejną dawkę fotek z Comino i Gozo- słowa dotrzymuję, choć to jeszcze nie wszystko :-)




























Zgadnijcie, czyj to pomnik?! Osoby, która nie chciała pomników! :-)















Publiczne toalety - kolejne! "Na Malcie nie ma publicznych toalet..." taaaa























Azure Window i przy nim - doskonałe warunki do nurkowania




Coś pięknego! Kolejne zdjęcia jutro - ze stolicy Gozo i z Blue Lagoon :-) Czyli najlepsze :-P

Dzisiejsze - jakość kiepska, bo większość robiona przez szybę w autobusie. Siedziałam na pierwszym siedzeniu przy kierowcy, ale i tak nie było to komfortowe do fotografowania.
:-) Trudno - ważne, by pokazać cząstkę tego, czego mogę tu doświadczyć :-)

TO BE CONTINUED...