Do pracy, Rodacy, bo jeszcze tylko 19 dni na Malcie

Wstałam rano, by złapać internet. Tylko bladym świtem jestem w stanie cokolwiek wrzucić na bloga, by Rodzice wiedzieli, że żyję i mam się całkiem nieźle, gdyby nie moje biodro, które boli strasznie.
Wczorajszy widok przy przystanku na plażę Ghajn Tuffieha :-)

Chyba coś mi się stało, bo trzeci dzień ból nie odpuszcza (stosuję różne sposoby, ból już nieco się zmniejszył, ale nadal nie daje za wygraną).



W pracy totalne cyrki, bo podczas kolacji nie można włączyć maszyn z wodą dla gości, co oznacza, że serwować wszystkim musi BAR. Wykłóciłam dziś jednak, że zamykam okienko przy basenie o godzinie 17, zamiast o 18.

Taaak, tak - właśnie w tym okienku serwuję - tym oblepionym kartkami :-)
Dzięki "przerwie" mogę przygotować dzbanki z wodą i odpocząć do 18:30, kiedy to wydawana jest kolacja, podczas której serwuję napoje.


CYRK. Przywykłam.

W hotelu kradzieże, więc... włączono w pewnych miejscach kamery. To poufna informacja, więc nie zdradzam więcej szczegółów. Osobiście mi to "lotto", nie mam powodów do niepokoju, ale może pomoże to w walce z perfidnym złodziejstwem. OBY. Ja tam wszystko zamykam w sejfie i śpię - póki co - spokojnie.

W sobotę mam chyba wolne, więc planuję ze znajomymi jakiś atrakcyjny wypad :-) Następna sobota - lecę nad wodą <3


TO BE CONTINUED...