Dzień wolny niczym skarb, bo pozostało 16 do odlotu :-)

Wczorajszy dzień zakończył się niezbyt przyjemnie, ale wszystko zależy od nastawienia.

Siła naszego umysłu jest niewyobrażalna. Wystarczy jej tylko użyć.


W The Bugibba Hotel, gdzie serwowałam do obiadokolacji, podczas posiłku zgasło światło. Goście mieli więc romantyczny "dinner" w ciemności.
Zacierałam rączki, bo bez prądu nie działają też maszyny, dzięki którym serwuję napoje.
Niestety szybko naprawili usterkę i barowa rzeczywistość powróciła. 

A oto rzeczywistość zza baru w TBH :D
Wracając do San Antona, by tam dokończyć zmianę z Sylwią do północy, kręgosłup bolał mnie tak, że kuśtykałam niczym Kusy z serialu "Ranczo". Dokładnie tak samo.
Nie mogłam normalnie iść z bólu.
Czekałam jednak do godziny 22, by wziąć upragniony Ketonal i wytrzymać w robocie oraz zasnąć spokojnie.

Końska dawka Ketonalu postawiła mnie natychmiast na równe nogi i serwowałam "na lekkim haju". Dzięki uśmiechowi i żartom oraz "hojności" dostałam napiwek od jednego klienta, który kupował ciągle dziwną wódkę (śmierdziała jak mój syrop na kaszel z dzieciństwa). Nie wiedziałam, ile tego mam mu lać, więc postawiłam przed nim kubek i kazałam mówić "stop". Cieszył się jak dziecko, a ja zgarnęłam kasę specjalnie dla mnie. :-) Skąd mam wiedzieć, ile to miało procent?
Nie mam czasu czytać etykiet, kiedy kolejka długa niczym Mur Chiński.

Teraz mam jakoś lepszy kontakt z Sylwią. Wszędzie lubimy chodzić razem, gadać ze sobą, wygłupiać się, imprezować.
Z Magdą bardzo się lubię, ale po prostu jej nie widzę - mijamy się. Ona w pracy, ja w pokoju i tak na zmianę . Grafik ułożony jest tak, że po prostu nie ma nawet okazji na wspólne spędzanie czasu z moją współlokatorką.

Po skończeniu zmiany z Sylwią, zdałam jeszcze kasę u recepcjonisty (którego muszę konsekwentnie unikać z powodu jego zniewalającego uśmiechu) i wybrałyśmy się razem na długi spacer po klubach w Bugibbie. Wróciłyśmy po drugiej w nocy. Kąpiel i sen. Umówiłyśmy się, że o 8:30 spotkamy się na kawie w Santa Marii i o 9 ruszamy na plażę.

Rano otwieram oczy, a tu... 8:42. Cholera! Zaspałam! Po Ketonalu nie obudzi mnie nawet syrena strażacka, a co dopiero budzik! Zbiegłam w sukience, by Sylwia nie poszła beze mnie. Szukałam jej wszędzie, pytałam wszystkich. W końcu spotkałam Panią "Musli" (szpieg szefa), która mieszka z Sylwią. Zapytałam o numer pokoju i pognałam w nadziei, że Sylwia jeszcze jest w hotelu. Okazało się, że... ona też zaspała! Obudziłam ją :-D

Poszłyśmy zatem przed 10 i smażyłyśmy się kilka godzin.

Bardzo dobrze podziałało to na mój kręgosłup. Od rana nie wzięłam żadnych tabletek przeciwbólowych i ból jakby się zmniejszył. Smaruję, dbam - będzie doooobrze! Mówiłam!
Jeszcze mam taki pomysł, aby iść na masaż do gabinetu oddalonego od mojego hotelu 40 metrów. Weszłam tam dziś i zapytałam o ceny - około 35-38 EURO za 1h 45 minut masażu to sporo, ale do przeżycia. Jeszcze muszę to przemyśleć.
Oszczędzę jednak znacznie na przejazdach, ponieważ trafiło mi się coś wspaniałego.
Jeden kochany gość hotelowy, który polubił mnie i mój "serwis" (starszy koleś z Niemiec - bardzo lubią oni, gdy ktoś pogawędzi sobie z nimi w ich języku, więc można zapunktować) podarował mi kartę (coś niczym elektroniczny bilet autobusowy) na trzy darmowe przejazdy komunikacją miejską, bo sam ich nie wykorzystał! :-D
Skakałam z radości pod sufit i dziękowałam mu dłuuugo.
Kochane ludziska - w sam raz na wyprawę do Blue Groto i nie tylko!
R E W E L A C J A ! Szczęście sprzyja i nie mija!

Ogólnie czuję się świetnie. Gdyby nie kręgosłup, to mogę śmiało stwierdzić, że jestem w świetnej formie.

Mówiłam, że uwielbiam zakupy z Sylwią, która tak jak ja musi wszędzie zajrzeć i oglądać każdą rzecz pół godziny. Dziś kupiłam sobie piękny pierścionek zmieniający kolory pod wpływem temperatury i z napisami "Malta".  Nie rozstaję się z nim.
Do tego torba, długopisy, perfumy, kalendarze i coś specjalnie dla mojego Braciszka. Znalazłam porządny sklep wędkarski i wytrawnego wędkarza, który doradził to i owo :-)
Powoli kompletuję lekkie drobiazgi dla każdej bliskiej mi osóbki. Mojej Kasieńce też już coś dziś nakupiłam. <3
Ależ frajda!

Jutro pracuję w Santa Marii od 9 do 21, ale nie narzekam, bo lubię to miejsce. Oby kręgosłup dochodził do siebie i "rwa kulszowa" nieco przeszła. Jak nie - w ostateczności mam Ketonal. W ostateczności - nie myślcie, że łykam to świństwo nie myśląc o konsekwencjach. Póki co, przez wszystkie dni wzięłam tylko dwa, bo wyłam z bólu nie do wytrzymania (w pracy konieczna jest mobilność - szczególnie w mojej pracy).

Jest super. Nie martwcie się o mnie.
Po tylu dniach tu spędzonych z radością stwierdzam, że mój wyjazd to była najlepsza decyzja, jaką podjęłam. Przygoda życia. Wakacje marzeń. "Transformacja w głowie" i "przewartościowanie" wielu spraw. Wreszcie - pewność, że NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE.

IF YOU CAN DREAM IT, YOU CAN ACHIEVE IT!
Teraz również nie boję się sama podróżować. Pokonałam wiele lęków.
Kocham życie.
Kocham ludzi.
Kocham siebie.

TO BE CONTINUED...

PS Just let it be, just let it happen :-)

Na deser, autka z dzisiejszego spaceru :-D