Moc przeżyć na koniec :-) 5 dni !

Aby maltańskiej przygody stało się zadość, musiałam przeżyć tu ulewny dzień i burzę.
Wstałam z przyjemnością.
Wyszykowałam się na plażę, a tu... deszcz. Z cukru nie jestem. Idę "na miasto". Przynajmniej jest ciepło :-)

Mimo wszystko, słońce noszę w sercu i przeżyłam piękny dzień.
Wspaniałe zakupy - podstawa!
Potem najlepsze lody w Bugibbie (SottoZero! przy Bugibba Square! nieziemskie!).


Wybór smaków - ogromny! Lody bez cukru słodzone stewią, lody tradycyjne, granita, lody bez laktozy, dla wegan... Do wyboru, do koloru. Pycha. Będę tu zaglądać aż do powrotu.

W pracy - spokojnie.
Po pracy nie mogłam jednak wrócić do mojego hotelu, bo lało jak z cebra. Niczym deszcz zenitalny! Dostałam jednak od kolegi parasolkę (pożyczył do wieczora) i wyruszyłam mimo powodzi na chodnikach i ulicach.
Musiałam przystanąć na chwilę, bo parasol nie wytrzymywał pod ciężarem ulewy. Schowałam się i zrobiłam zdjęcie :-)

Ja Wam wysyłam piękne pocztówki, a Wy mi w zamian przesyłacie DESZCZ?! Wstydźcie się! :-P

Wieczorem chyba wyląduję na zmianie w pubie Molly, bo bar przy basenie jest dziś zamknięty (z powodu deszczu). W sumie się cieszę - wolę Molly :-).

Jutro ostatni dzień pracy! Zaczynam o 9, kończę o 18. Nie mogę uwierzyć, że to KONIEC! Aaaaa!

TO BE CONTINUED...